JIČÍNSKO – NIEDOKOŃCZONY SEN ALBRECHTA Z VALDŠTEJNA, ORAZ INNE, ZNANE I NIEZNANE REWELACJE TEJ KRAINY, ODWIEDZONE Z OKAZJI DNIA DZIECKA

Początek czerwca to dobra okazja na wycieczki rodzinne połączone z biwakiem. Długie dni pozwalają na całkowity brak pośpiechu przed zmrokiem a ciepłe noce zachęcają do skorzystania z namiotu. Dzięki tym wszystkim zbiegom okoliczności zobaczyliśmy dużo, pięknie, z zewnątrz i od wewnątrz.

Na początek i na koniec wycieczki – Jičín, niedoszłą stolicę  i miasto – rezydencję Albrechta z Valdštejna – awanturnika, boga wojny (30 letniej), człowieka o ambicjach sięgających szczytów władzy. Był wybitny i okrutny zarazem. Miłośnik architektury i sztuki, wielki znawca sztuki wojennej. Dla zdobycia sławy, bogactwa i wpływów poświęcił wszystko. Często działał wbrew swoim dawnym przekonaniom, nie mówiąc o przekonaniach innych ludzi, z którymi się nigdy nie liczył, chyba że widział w tym zysk dla siebie. Miał wielu zwolenników (czy aby na pewno?) i może jeszcze więcej wrogów (to pewne było). Życiowe hasło Albrechta: INVITA INVIDIA –WBREW ZAWIŚCI, świadczy o wielkiej pewności siebie, dla której zasłoną była udawana pokora. Zdobył wszystko z wyjątkiem ludzkiej przyjaźni i cesarskiej korony. Był szanowany, albo się go obawiano. Skończył z piętnem zdrajcy, marnie i przedwcześnie. Jego 51 letni życiorys starczyłby dla sporej grupy ludzi.

Po Albrechcie z Valdštejna pozostało wiele obiektów w różnych miejscach  Czech północnych i zachodnich. Pieniądze na to zdobył drogą intryg, malwersacji, rozboju, zdobywania za bezcen olbrzymich majątków po szlachcie czeskiej zmuszonej do emigracji po Białej Górze. W Pradze wybudował sobie pałac, którego wielkość miała przyćmić nawet siedzibę władcy, stojącą na nieodległym wzgórzu. W północnych Czechach stworzył państwo w państwie, wyjęte spod królewskiego prawodawstwa – ziemię szczęśliwą – terra felix – księstwo Frydlantskie.  Jego głównym ośrodkiem miał stać się Jičín; powstały tu budowle w ulubionym przez Albrechta z Valdštejna stylu renesansu włoskiego, zbudowane według astrologicznych przesłanek i powiązanego z nimi, czytelnego planu, z którym najpewniej wiele wspólnego miał horoskop zestawiony dlań przez Johannesa Keplera w 1608 roku.

Lecz nie tylko postać Albrechta z Valdštejna towarzyszyła nam podczas wędrówki tą piękną krainą, bo oprócz Jičína odwiedziliśmy miasteczko Sobotka i jego okolice.

Nad miasteczkiem góruje Humprecht. To jednocześnie nazwa zamku i imię arystokraty – Humprechta Jana Czernina, który pod koniec lat 70. XVII wieku wybudował na wzgórzu koło Sobotky swą łowiecką siedzibę. 60 lat później zamek przeszedł do majątku rodu Netolickych. Co po nich zostało – obejrzeliśmy wewnątrz Humprechtu. Największe wrażenie robi tutaj sala akustyczna, olbrzymie i oszczędne w wystroju wnętrze, bo nie o wystrój tu chodzi. Dekoracją sali jest dźwięk, który niesie się zwielokrotnionym echem od źródła – ludzkiego głosu. Zapewne o to Humprechtowi Czerninowi chodziło – wywrzeć potężne wrażenie na swoich gościach, tu z honorami przyjmowanych.

Okolice Sobotky to malownicza kraina w której znajdują się liczne przykłady drewnianej architektury, tworzące w kilku miejscowościach zwarte zespoły nie zakłócone współczesnością. Właśnie one w połączeniu z lekko sfalowanym, leśno – polnym krajobrazem, tworzą zaciszny i dający wspaniale pobyć český venkov. Od nas na wyciągnięcie ręki, prawie nieznany i piękny. W Polsce takich miejsc, czyli małych miejscowości o jednolitej architekturze nie ma. Nawet we wschodniej połowie naszego kraju, gdzie drewnianej zabudowy było mnóstwo, lecz albo niszczeje, albo jest wyremontowana i stała się plastikowa z dodatkiem blachy.

Dalszym celem wycieczki były odwiedziny Trosek, czyli ruin średniowiecznego zamku, postawionego w 2 poł. XIV w. przez Čeňka z Vartemberka, Budowa była na tyle kosztowna, że pod koniec życia Čeněk z Vartemberka musiał oddać zamek królowi Wacławowi IV, swemu największemu wierzycielowi. Król potem zamek sprzedał rodowi Otty z Bergova. Podczas wojen husyckich budowla została zdewastowana, potem przechodziła z rąk do rąk nie odzyskawszy swego militarnego znaczenia, choć w połowie XV wieku była gniazdem raubritterów. W wieku XIX Trosky starał się odbudować hr. Alpis Lexel z Ahrentalu. ale przedwczesna śmierć położyła kres jego zamiarom. W dwudziestoleciu międzywojennym o Trosky starał się KČT, po wojnie remontów było kilka.

Wszystko to brzmi „jak zwykle” co dotyczy zamków średniowiecznych, tymczasem Trosky – zamek i wzgórze to jeden z symboli czeskiego krajobrazu. Zamek składa się z dwóch częściowo zachowanych wież, postawionych na niemal niedostępnych bazaltowych iglicach. Pionowe skały świadczą o (całkiem niedawnym) kierunku wypływu lawy, z daleka i bliska wyglądają jak diable rogi. One to tworzą dominantę krainy i idealny motyw widokówkowy.

Zanim wróciliśmy do domu, obejrzeliśmy dzieło techniczne i architektoniczne – zaporę wodną Les Království, znajdującą się już poza Czeskim Rajem. Koronę zapory zamykają symetrycznie rozmieszczone baszty, wyglądające jak bramy miasta średniowiecznego, którego tu brak. Może miasto znajduje się na dnie jeziora, powstałego z okiełznania Łaby? Na wszelki wypadek nie sprawdzaliśmy.

Na wycieczce nie mogło zabraknąć wspomnienia o Rumcajsie, którego dom – ševcovna, do dziś stoi w Jičíně. I temu miejscu poświęciliśmy sporo czasu, nie mówiąc o wczorajszej wizycie w Jičínským muzeum regionalnym i tamtejszej wystawie czasowej pt. „Magiczna stajnia – sztuka stajenna artystów niegalopujących, albo wystawa do obejrzenia, odegrania, odkrycia”. Może zamiast po polsku czeski tytuł w oryginale, będzie łatwiej zrozumieć:  „Konírna imaginární“ – výstava k vidění, hraní a objevování aneb ustájené umění nevycválaných umělců.  Póki jest (do 16 września b.r.), bardzo polecam, i dużym i małym.

To o czym wspomniałem jest ledwo namiastką atrakcji tej krainy. Polecam raz jeszcze i zapraszam do obejrzenia kilku fotek.