ČESKÝM KRASEM PEŁNYM KRASY

Na początek, dla małego przypomnienia, co się wydarzyło do tej pory:

  1. 2014.10.18-19, PRAHA, od Vyšehradu przez Staré Město i Letnou po Hrad i Petřín. W odwiedzinach Matki Miast udział wzięło 17 osób.
  2. 2015.10.17-18, KUTNÁ HORA, Město Stříbra, Kaňk. Tym razem była nas czternastka.
  3. 2016.11.5-6, OLOMOUC, I znów było nas 14 osób.
  4. 2017.10.21-22, LITOMĚŘICE I PORTA BOHEMICA, przedtem Dutý kámen, potem Radobýl. Na tej bardzo rozmaitej (zresztą – jak inaczej!) wycieczce było nas 21 osób.

Mamy zatem mały jubileusz wizyt u naszych południowych sąsiadów. Mały co do wieku i przyszłej (mam nadzieję) ilości odwiedzin Czech, Moraw i Czeskiego Śląska, dokonywanych przez bardzo słuszną Grupę: przyjaciół, przewodników z Zamku Książ, fanów i fanatyków Republiki Czeskiej.

Po piąte z rzędu, wybraliśmy się do Berouna, aby pobyć w tym miasteczku a zwłaszcza jego okolicy – Českém krasu. Wybór miejsc godnych pozoru jest w tej krainie co najmniej bardzo duży. Niektóre z nich posiadają światową sławę (Karlštejn), te ominęliśmy. Są zakątki mające sławę krajową i lokalną – tu postanowiłem nas zabrać.

Dojechaliśmy w piątek późnym popołudniem koleją z Meziměstí, lub: busem, samolotem (!), airport-expresem i koleją – z Buska Zdroju. Stamtąd właśnie, każdorocznie dołącza do nas Renia, co oczywiście kosztuje ją sporo wschodu i zachodu, a za co należy jej się osobne uznanie. Na praskim hlaváku wyłowiliśmy ją z tłumu podróżnych i w komplecie znaleźliśmy się – najpierw u Berouńskiego niedźwiedzia, który stanowi herb miasta, logo i symbol Berouna.

W sobotnie rano ruszyliśmy na zwiedzanie miasteczka. Nie posiada ono takich zabytków, jakie można obejrzeć 30 km stąd na północny wschód, ale ma wszystko to co lubimy, nie mówiąc już o jego herbie.

Beroun wyróżnia się średniowiecznymi murami obronnymi – jednymi z najlepiej zachowanych w całym kraju. Powstały na przełomie 13 i 14 wieku z inicjatywy króla Vaclava II. W swoim czasie mury miały wysokość 6 – 9 metrów, grubość ponad 2 metry. System uzupełniony był  trzydziestoma siedmioma basztami. Świadczyło to o wielkim znaczeniu Berouna – miasta położonego na bardzo ważnym szlaku, łączącym Pragę z Bawarią przez Pilzno. Po dzień dzisiejszy nad zachowanymi murami czuwają dwie bramy miejskie – Pražská po stronie północnej i starsza – Plzeňská po stronie południowej; tu jeszcze do 18 wieku było pobierane myto za przejazd przez miasto. Brama niegdyś gotycka, w połowie 18 wieku utraciła swój charakter w wyniku pożaru, została potem przebudowana w stylu barokowym.

Na fasadzie bramy znajduje się fresk przedstawiający Chronosa – boga czasu, poniżej bez trudu można dostrzec herb, który Beroun posiada od pradawna. Najstarszy wizerunek znaku pochodzi jednak z końca 14 wieku; już wówczas był na nim przedstawiony niedźwiedź. Nie może być więc inaczej, aby w Berouně niedźwiedzie nie mieszkały – owszem na zamkniętym wybiegu. Mieszka ich dwóch – Matěj i Kuba, misiowi celebryci – bohaterowie wieczorynki autorstwa Václava Chaloupka. Obywatelami miasta są od roku 2001, przybyli tu we trójkę (był jeszcze Vojta, ale zmarł biedaczysko w roku 2016) po zakończonym aktorskim angażu.

Beroun nie jest jedynym miastem w Republice Czeskiej, gdzie średniowieczne mury obronne zachowały się dobrze, tzn. co najmniej w połowie długości.

Od południa do zapadnięcia zmroku zwiedzaliśmy dalsze plenery. Najpierw Solvayovy lomy, a wisienką na torcie był Svatý Jan pod Skalou

Niedzielne rano przywitało niektórych z nas na wzgórzu Děd.

Dorotka, Michał, Piotrek, Janek, Tomek i ja szybciutko uwinęliśmy się ze spacerkiem na to dość odległe od  centrum Berouna wzgórze i wieńczącą je wieżę widokową. Ta, choć malownicza, oferuje dość ograniczone horyzonty i to tylko dlatego że w lesie wykonano szeroką przecinkę. Lecz i tak było bardzo przyjemnie, a po wczorajszej kolacji ten szybki spacer dobrze nam zrobił.

Potem, już z całą ekipą, w której przypomnę były: Krysia, Ela, Beata, Dominika no i Kaziu, odjechaliśmy z Berouna do Křivoklátu – dawnego zamku łowieckiego królów czeskich.

Zamek pozostaje w cieniu króla wszystkich – Karlštejna, znajduje się na jeszcze większym uboczu i odwiedzany jest przez znacznie mniejsze rzesze. Zdecydowanie jednak jest to miejsce, które powinno się znaleźć na trasie każdego miłośnika Republiki Czeskiej.

Křivoklát posiada bardzo ciekawą historię (do tego podaną przez miejscowego i bardzo rzeczowego przewodnika), bogate wyposażenie (choć kiedyś słyszałem od jednego ze znajomych nam, wielojęzycznych przewodników, że… nic tu nie ma – co jest całkowicie nieprawdą!) i bardzo interesujący detal oraz urozmaiconą bryłę. Spędziliśmy tu ładnych kilka godzin, żałując jedynie, że to tylko tyle.

Odwiedziny zamku Křivoklát były ukoronowaniem naszych tego – rocznych/jesiennych/październikowych/posezonowych odwiedzin Czech. Tematu niewyczerpanego nigdy.

Za rok zapraszam do Pragi. Powtórka? Nic podobnego! Tym razem zajrzymy na obrzeża stolicy – zakątki przyrody żywej i nieożywionej, usedlosti, miejsca magiczne. Może starczy czasu na osiedla awaryjne?… Raczej nie starczy. Będzie więc jeszcze kolejny (nie)raz.

A może w międzyczasie coś się jeszcze uda?

Tymczasem kończymy naszą (jak powiedział pan przewodnik z Muzeum Czeskiego Krasu) VZÁCNOU NÁVŠTĚVU!