ŚNIEŻNA ZIMA 2018 / 2019

W ostatnich latach zimy przeważnie pozbawione były swojego głównego waloru, dlatego warto wspomnieć że obecna zima śniegu była pełna i to nawet na niższych wysokościach, gdzie go zazwyczaj nie ma. Co w tym szczególnego? A jednak! Ostatnia porządna zima w Polsce nastała na przełomie 2012/2013, gdy śnieg pokrył cały kraj od początku grudnia do 1 dekady kwietnia, w tym czasie wytapiając się na +/- 3 tygodnie. Wcześniej podobna zima nastąpiła w sezonie 2005/2006 – śnieg niemal nieprzerwanie leżał w kraju od połowy grudnia do ostatnich dni marca.

Od roku 2013 do teraz zimy były bardzo mało śnieżne. Przez 6 lat niektórzy zapomnieli jak śnieg wygląda, dzieci urodzone w tych latach w nizinnej części Polski, na żywo go właściwie nie widziały.

Zatem powtórzę – warto tę obecną odnotować choć zdaję sobie sprawę, że miliony obywateli naszej Ojczyzny będzie to już niedługo obchodziło tyle co zeszłoroczny śnieg (którego prawie nie było). Są bowiem rzeczy ważniejsze. Czy na pewno?

Śnieg to rezerwuar wody gromadzonej przez zimę. Załóżmy że spadł 1 metr świeżego puchu. Pod własnym ciężarem śnieg zsiądzie, mniej więcej o dwie trzecie. Te pozostałe 30 cm, nawet jeśli nie stopnieje, nie będzie leżeć w nieskończoność bo nastąpi jego sublimacja. Zostało nam 15 cm. Niech w najlepszym razie ta warstewka będzie ekwiwalentem 100 mm opadu. W czasie odwilży te 100 mm zamieni się w wodę, która częściowo odparuje do atmosfery lub odpłynie ciekami wodnymi. Reszta wsiąknie, ile? Niech będzie że 30 mm. Odpowiada to 30 litrom wody na metr kwadratowy powierzchni, które zasilą wody podziemne o ile po drodze ta woda nie odparuje w glebie lub nastąpi jej transpiracja przez biosferę. Ta bardzo mała ilość stanie się potem (przy odpowiednich warunkach o których nie będę się póki co rozpisywał aby nie zamęczyć tematu) zasobem wody podziemnej, możliwym do wykorzystania gospodarczego, w tym do picia.

Ktoś (większość?) powie – marudzisz pan, przecież oprócz śniegu deszcz pada! Tak, tylko że nie wszędzie, nie równo i nie cały wsiąknie. Nie trzeba być specjalnie bystrym obserwatorem żeby zauważyć że w ostatnich latach padało go dramatycznie niewiele, a jeśli spadł to gwałtownie, spustoszył krainę i odpłynął. W górach to może i jeszcze pada od czasu do czasu, ale wystarczy zagadać o to mieszkańców Polski centralnej. Odpowiedzą – no u nas to padało ostatnio może z miesiąc temu. W maju kilka lat temu grupa z Sieradzkiego prowadzona przeze mnie po Skalnym Mieście w Adršpachu przeżyła radosny szok na widok nadciągającej ulewy. Co się stało? Pytam. Wie pan, kiedy u nas ostatnio padało? W marcu!…

A to nie jest wyjątek.

Dlatego lepiej, żeby śnieg obchodził nas bardziej niż zeszłoroczny śnieg, bo inaczej naprawdę wyschną nam ujęcia wód podziemnych – praktycznie jedynych jakie się czerpie do wodociągów.

A teraz do rzeczy, czyli krótkie wspomnienie wyjazdów które bez śniegu byłyby niemożliwe, chodzi oczywiście o te na nartach biegowych:

27.12.2018. Góry Izerskie z Dorotką. Ok 20 kilometrów po dość miękkiej pokrywie, której na szczęście odwilż nie zniszczyła całkiem. Ale to okazało się już znacznie później.

31.12.2018. Góry Bialskie / Rychlebské hory z Dorotką. Kolejnych 20 kilometrów w warunkach prawdziwej zimy, zwłaszcza w wyższych partiach. Wyciskany maszynowo ślad prowadzi przez te góry w wielu kierunkach do nas i do Czech. Pojechaliśmy tam i my, załapując się na początek imprezy sylwestrowej w „Paprsku”

1.01.19. Karkonosze wschodnie z Dorotką. Noworoczne 15 kilometrów wokół Haidy i Kraví hory w pobliżu Malé Úpy

trasa Noworoczna

4.01.19. Przy takiej zimie jaką mieliśmy, narciarstwo biegowe jest możliwe w centrum Wałbrzycha. Stąd 15 kilometrów tego dnia samemu wokół Góry Parkowej.

12.01.19. Góry Sowie samemu, około 25 km. Nieprędko znów się tu wybiorę na biegówki, aby się nie zmagać z tłumem ludzi nic nie robiących sobie z ogłoszeń / próśb o nieniszczenie szlaków narciarskich wiodących z Przełęczy Jugowskiej, Walimskiej czy Woliborskiej. Do nikogo bez nart to nie dociera i założone maszyną ślady są rozdeptywane, po czym jedzie się tędy jak po polu ornym. Inna paląca sprawa to bezład komunikacyjny jaki w Górach Sowich panuje przy okazji dobrych warunków i jakiegoś dłuższego okresu dni wolnych. Okoliczne samorządy nie robią z tym nic, a szeregi aut ciągną tutejszymi słabymi drogami gdzie popadnie, po czym nie mogą się ruszyć ni w te ni we wte, bo droga to spontaniczne lodowisko.

13.01.19. Okolice Adršpachu. Po wczorajszym dziś czekało wytchnienie i przejażdżka na dystansie podobnym do wczorajszego. Śniegu jest tu przeważnie mało, ale zawsze można liczyć na założone maszynowo czy osobiście ślady, tworzące wielokilometrowe pętle po rozległych łąkach w okolicach Adršpachu, Zdonova, Libné.

04.02.19. Podnóżami Rýchor, a właściwie czeską stroną Bramy Lubawskiej. Paulina i ja przebyliśmy tu około 25 km w warunkach wyśnionych. Słońce, lekki mróz, widok, ślad założony chwilę temu i okolica wreszcie przeze mnie odwiedzona po raz pierwszy od bardzo dawna lub nigdy.

Brama Lubawska, Žacléřsko, 5.02.19

06.02.19. Góry Stołowe, też z Pauliną, ale i wreszcie z Hanią, oraz z Emilką. Hanię na nartach widziano ostatnio 6 lat temu, toteż była trochę bez formy. Dobrze jednak że się wybraliśmy, choć na krótko i mało.

07.02.19. Okolice Polic nad Metuji. 30 km samemu. I znów – dzięki zimie można sobie fajnie pobiegać nawet w niższych okolicach, skąd ślad wyprowadza albo w Broumovské Stěny albo pod Ostaš. Pojechałem i tu i w drugą stronę.

O nartach biegowych nieco jest wspomniane ówdzie

Na małe nieco zapraszam też poniżej:

Odwilżowe Góry Izerskie
Czeska strona Karkonoszy Wschodnich
Okolice Male Upy
Na nartach w centrum Wałbrzycha
Zimowa sceneria Gór Sowich
Z Bramy Lubawskiej w Karkonosze…
… i w drugą stronę
na Božanovským Špíčáku
Police nad Metují i Ostaš w tle
Trasy biegowe w Górach Stołowych
Trasy biegowe w okolicy Adršpachu
Z Wielkiej Sowy na Kozie Siodło