NIEDZIELNE RANO I PRZEDPOŁUDNIE NA PERYFERIACH WAŁBRZYSKO – BOGUSZOWSKICH

Miał być wschód słońca z wieży widokowej na wierzchołku Dzikowca, ale w sobotnią noc pogoda raczyła się zepsuć i odebrała nam (Dorotce, Michałowi i mnie) ochotę na niedzielne chodzenie gdziekolwiek wyżej nad 600 metrów. Stąd w górę wszystko zasłonięte było podłą szarzyzną, z której na zmianę padało coś mokrego i zlodowaciałego. Obserwacji tych dokonaliśmy z Kuźnic Świdnickich, dokąd dotarliśmy po dłuższej chwili przejażdżki wałbrzyską komunikacją zbiorową. Patrząc na to, co się dzieje na niebie i ziemi, pomysł zrodzony w naszych głowach był jeden: jak najszybszy powrót do domu. W końcu jednak poszliśmy do centrum bardzo (z przeciwka, a jakże) wietrznego dziś Boguszowa, skąd wkrótce wyszliśmy w stronę Chełmca, odwiedzając na skraju miasteczka zniszczony cmentarz ewangelicki. Nasza ekipa spontanicznie podzieliła sobie dzisiejszą trasę na odcinki. Pierwszy poprowadziła Dorotka i zrobiła to, jakże inaczej – bardzo dobrze.

Boguszów jest potencjalnie atrakcyjnym miasteczkiem. Ładnie i wysoko położone, posiada w miarę jednolitą (owszem jest i tu kilka socjalistycznych klocków mieszkalnych) 18/19 wieczną zabudowę, nad którą góruje kościół p.w. Świętej Trójcy a tłem dla wszystkiego jest Masyw Chełmca. Atrakcja w Boguszowie jest jeszcze jedna – nazwy ulic. Po upadku komunizmu nie podjęto tu akcji zmiany patronów, wobec tego nadal są tu obecni: Marceli Nowotko, Marian Buczek, Małgorzata Fornalska, Karol Świerczewski i Dwudziesty Drugi Lipiec… Na początku lutego 2015 Rada Miejska Boguszowa podjęła uchwałę w sprawie nadania nowych nazw ulicom miasta, a więc patroni będą nowi, właściwi. Szkoda! A nie lepiej zrobić z Boguszowa nazewniczy skansen komunizmu? A może nie tylko nazewniczy? Można by do Boguszowa przenieść niechciane nigdzie w Polsce pomniki bohaterów czerwonej przeszłości i tu je na nowo wyeksponować – miejsca jest dość, choćby na zdewastowanych terenach poprzemysłowych. Chociaż tak naprawdę najlepszym dla mieszkańców Boguszowa (Gorc, Kuźnic Świdnickich, Starego Lesieńca) nawiązaniem do lat minionych byłoby odtworzenie działalności przemysłowej (kopalnie węgla i barytu, zakład przeróbki barytu, browar).

Z Boguszowa wyszliśmy na Kopisko. Kiedyś stała tu wieża Bismarcka, ściślej: Kolumna Bismarcka od Związku Karkonoskiego, jedna z 240 podobnych budowli, stawianych nie tylko na terenie Niemiec ku czci żelaznego kanclerza. Kolumna na Kopisku powstała w 1902 roku, w 1947 została wysadzona w powietrze, po dziś dzień na wierzchołku góry leżą porozrzucane bloki granitowe z dawnego pomnika chwały.

Pogoda była wciąż paskudna, dlatego z Kopiska zeszliśmy na Sobięcin. Ta część trasy to odcinek Michała, który nam pokazał dojście do dawnego, zdewastowanego magazynu materiałów wybuchowych przy nieczynnej kopalni (szybie) Glückauf (po II wojnie Szczęść Boże).

Niedługo potem z innej niż zwykle perspektywy obejrzeliśmy Sobięcin. Zeszliśmy tu przez teren dawnego cmentarza ewangelickiego, który po II wojnie został obrócony w niwecz. Ciekawe, czy niszczyciele wiedzieli, że plądrują między innymi groby 33 górników – ofiar katastrofy, jaka wydarzyła się w 1929 roku na Szybach Siostrzanych… Przy okazji – zabudowania Szybów Siostrzanych, wybitny zabytek secesji przemysłowej, zachowały się po dzień dzisiejszy. Jako wybitny zabytek przemysłu wałbrzyskiego, jak wiele innych (w tym już utraconych) popadają w ruinę.

Nasz niedzielny spacerek zakończyliśmy przy dawnym kościele ewangelickim, pod koniec lat 60 minionego wieku zamienionym na magazyny, dziś nieistniejące.

Coś na koniec tej wycieczki smutno się zrobiło! Tu katastrofa, tam zniszczenie, ówdzie zaprzestanie… Ale koniec końców, gdy wracaliśmy do domu, błysło słoneczko i od razu zrobiło się raźniej! Choć szkoda, że już po wycieczce.