OKOŁO PRZESILENIA ZIMOWEGO

Moja nieobecność tutaj sięgła już niemal połowy roku. Dzieją się sprawy rozmaite i jeszcze krótki czas temu, jak to się mówi u naszych południowych sąsiadów – nepředstavitelné. Może kiedy indziej o nich; wiele rzeczy musi się převekslovat aby była osiągnięta ich właściwa kolej. Teraz korzystam z mnie podarowanego (a właściwie zasłużonego) czasu, który zbiegł się z Oczekiwaniem. Starając się nieudolnie temu poświęcić, wracam czas od czasu do obserwacji tego, co dzieje się między Przyrodą a człowiekiem

Jeszcze kilka dni i mieszkańcy Ziemi na północ od Zwrotnika Raka będą się cieszyć dniem coraz dłuższym – o minuty. Z końcem marca dzień przemoże noc, która aż dotąd będzie odeń dłuższa.

A więc zima, która póki co, czyli bardzo późną jesienią, żadnych wyraźnych zwiastunów nie ma. Pora roku jest nieokreślona, ale jak ktoś potrzebuje określenia, może obecny czas nazwać przedzimiem. W Przyrodzie przeważają szarości wpadające w mrok. Jest jednak niemożliwe, aby w naszych okolicznościach cywilizacji zaznać w nocy mrok absolutny. Noc mająca służyć zapadnięciu w ciemności, choćby była najdłuższa (jak teraz), zawsze jest czymś niepotrzebnie sztucznie rozjaśniona, o czym najlepiej wiedzą (o ile im nie jest wszystko jedno) mieszkańcy miast, okolic zakładów przemysłowych, kolorowych centrów uciechy i zakupu, itd. Dziś, żeby taki jak największy mrok przeżyć, trzeba się wybrać w naprawdę głębokie odludzie, albo do wyznaczonych rezerwatów chroniących noc – parków ciemnego nieba. No oczywiście, albo zaciągnąć na oknach gęste zasłony.