RUMUNIA – MUNȚII TRASCĂU

Munții Trascău to wapienno dolomitowy masyw bardzo bogaty w wodę, odpływającą stąd licznymi i wartkimi rzekami.

Szalejące wody rzek i potoków robią z tutejszymi skałami co chcą. Te zaś gdzie zdołają, stawiają opór, a efektem przyrodniczych zmagań jest imponujący krajobraz Munții Trascău, wszędzie nazwany z użyciem wyrazów takich jak: fața, piatră, sub piatră, valea, dealu, cheile, peștera.

Woda jest tu niemal wszędzie. Wypływa z licznych wywierzysk tworząc od razu zasobne potoki, energicznie rozcinające skały znajdujące się na ich drodze. Tak powstają stromościenne cheile – skalne bramy lub gardziele, bardzo utrudniające dotarcie w głąb gór. Na dnie tej formacji ledwo mieści się wycięta w skale rękoma ludzkimi i zabezpieczona żelastwem ścieżka. Przeważnie nawet tego nie ma, dlatego przez cheile wędruje się korytem rwącego potoku.

Dorotka po utracie butów, wszędzie tu wędrowała w sandałach, ale jak zwykle ona – zniosła to dzielnie. Jak to zrobiła, nie wiem… Determinacja!

Wiele w Trascău jest miejsc, gdzie woda szaleje pod ziemią drążąc korytarze wielkich jaskiń. Jedną z nich jest Peștera Huda lui Papară z której wypływa Văii Morilor, powstała z połączenia trzech innych rzek zapadających się pod ziemię po przeciwnej stronie góry, tam tworzących tzw. dolinę ślepą, z której na pozór nic nie może wypłynąć, a jednak. Prawdziwy przyrodniczy majstersztyk!

Podejścia i zejścia są tu przeważnie 500 metrowe lub wyższe. Wyprowadzają z dolin wprost na skaliste wierzchołki gór, między którymi bezkreśnie falują połoninne grzbiety. Odległości przez to są znaczne, teren jest odludny.

Miejscowości w Trascău jest mało. Przeważnie tworzy je kilka domów, zaczepionych na stromych stokach, przycupniętych na wzgórzach, albo wciśniętych w wąskie doliny rzek. Miejscowość Cheia składa się z czterech budynków: cerkwi, stodoły, budynku gospodarczego i mieszkalnego. Mieszka tu para: ona – zawodowa opiekunka czy rehabilitantka, on – artysta malarz, ich dwoje dzieci, oraz inwentarz. Ich życie to codzienna praca przy gospodarstwie z którego się utrzymują. Przyjechali tu ze stolicy, gdzie jest nieznośnie. Wydaje się, że w otoczeniu przyrody w Cheia znaleźli to, czego chcieli, mimo licznych trudów, oraz wszelkich „braków dostępu”, a może właśnie dzięki tym brakom. Dzieci dzielnie pomagają swoim rodzicom koło domu, do szkoły mają 10 kilometrów. Połowę z tego pokonują pieszo. Rano w tę i po południu z powrotem…

W Munții Trascău wydobywano kiedyś rozmaite kruszce, rudy metali, surowce skalne, a na peryferiach, np. w okolicach miasta Turda – sól kamienną. Tutejsze kopalnie soli (Salina Turda) istniały nieprzerwanie od czasów rzymskich do lat 30 XX wieku.

Rodowód związany z górnictwem żelaza i srebra posiada Rimetea – perełka architektury, dawne miasteczko z czytelnym do dziś układem i ośrodek kultury węgierskiej.

We wschodniej Transylwanii zamieszkiwali niegdyś Seklerzy (Székelyi, być może od „szegély” czyli strażnik granic) – lud węgierskojęzyczny lub posługujący się dialektem węgierskiego, dziś określający się po prostu Węgrami. Mieszkają też w zachodniej Transylwanii, m.in. w Rimetei, która oprócz tego że jest piękna sama w sobie, jest (razem z sąsiednią miejscowością Colțesti) wspaniale położona w śródgórskiej Depresiunea Trăscaului.

Rimetea leży u stóp Colți Trascăului i Piatra Secuiului (Skały Szeklerskiej), tworzących nad miasteczkiem ponad 550 metrowej wysokości dolomitowy bastion. Góra jest tak blisko, że w odpowiedniej porze roku mieszkańcy pozostają w cieniu Piatra Secuiului, bo tarcza słoneczna nisko zakreślając nieboskłon, nie wychyla się ponad górę. W lecie słońce wschodzi dwa razy: najpierw nad horyzontem, potem chowa się za Colți Trascăului by za dłuższą chwilę wzejść jeszcze raz, po przeciwnej stronie góry.

Przede wszystkim jednak – Piatra Secuiului, choć nie najwyższa w okolicy, sprawia potężne wrażenie. Jest też chyba świętą górą dla Węgrów, których wrzaskliwe rzesze ciągną na szczyt stromym szlakiem w tę i z powrotem do miasteczka, gdzie oddają się posiedzeniu w knajpach przy stole winnym.

Dorotka i ja owszem, poszliśmy w tę, ale z powrotem inną drogą. Choć wszystko na to wskazywało, nie padliśmy z braku wody a dzięki temu że poszliśmy inaczej, odwiedziliśmy jeszcze jeden tutejszy twór przyrody nieożywionej – Grota Studentilor. Powszechnie uważa się, że Pravčická Brána jest największym skalnym mostem w Europie. To na jakim kontynencie jesteśmy teraz?…

Wejście na cudownie widokową Piatra Secuiului i czas spędzony w Rimetei były ostatnim epizodem odwiedzin Munții Trascău, skąd przez Turdę odjechaliśmy do Cluj – Napoca, spędzając tam ostatnie dwa dni naszego wyjazdu.

O Cluj może będzie jeszcze czas szerzej się wypowiedzieć. Miasto oczywiście posiada wiele zabytków, tętni życiem i jest bardzo ciekawe, ale to nie jest Sibiu, które odwiedziliśmy rok temu po zejściu z Gór Fogaraskich.

Z Cluj – Napoca po dwudziestogodzinnej podróży kolejowej via Budapest, Brno, Chocen, Náchod dotarliśmy do Meziměstí. Stąd do domu zabrała nas ostatnia, choć zamówiona, ale jednak – ocazia.

Do następnej okazji w Rumunii!