SŁONECZNY ŚNIEŻNIK OD MORAWSKIEJ STRONY

Na koniec przerwy świąteczno – noworocznej w górach zrobiła się piękna pogoda, o czym Dorotka, Michał, Adam i ja w pełni przekonaliśmy się w Masywie Śnieżnika. Zresztą do tego zakątka Sudetów nie musimy być specjalnie przekonywani. Śnieżnik odwiedzany jest przez nas często i zawsze jak najchętniej, w różnych porach roku, okolicznościach, towarzystwie i przy rozmaitych pogodach.

Tym razem rozpoczęliśmy w Dolní Moravě, zacisznym w tej chwili, z braku śniegu, ośrodku narciarstwa. Jak w wielu innych miejscowościach, tak i tu nie mogą się doczekać początku prawdziwej, śnieżnej zimy. Właściwie wszystko co potrzebne już jest: mróz, idealne słoneczko, niemal bezwietrznie. Tylko śniegu jakoś ledwo parę centymetrów… Oczywiście dla naszej czwórki to warunki idealne! Idzie się bardzo dobrze, choć rozpoczęliśmy stromym podejściem przez Horní Moravu na Przełęcz Jodłowską między Jasieniem [936 m.] a Trójmorskim Wierchem [1145 m.]. Szliśmy łąkami z widokiem na coraz głębszą dolinę Moravy i potężny grzbiet Sušiny [1321 m.] – Podbělky [1302 m.] – Slamníka [1232 m.], niedawno urozmaicony budzącą nasze emocje „Stezkou v oblacích”. Jest to wysoki i poskręcany pomost, po którym spacerując chyba faktycznie można odnieść wrażenie, że jest się „v oblacích”, chociaż z daleka wygląda jak zjeżdżalnia w aqua-parku rozrywki.

My z Przeł. Jodłowskiej wychodzimy na Trójmorski Wierch. Przechodzimy przez spory wiatrołom, powstały podczas huraganu w lipcu 2015. Ścieżka na pewnym odcinku jest rozrytą przez maszyny leśne koleiną. Wyżej jest nieco lepiej, zaś przestaje być zacisznie jak było jeszcze chwilę temu. Niebawem dochodzimy na Trójmorski Wierch; z wieży na szczycie widać dziś przepięknie, przede wszystkim Śnieżnik, ale też Jeseníky, Orlické Hory, Góry Bystrzyckie i Bardzkie, wyróżniające się znad mgły, spowijającej Kłodzczyznę. Daleko na horyzoncie widać nawet Śnieżkę!

Smagani na wieży mroźnym wiatrem nie dajemy rady ustać tu zbyt długo. Z Trójmorskiego Wierchu wędrujemy dalej grzbietem granicznym przez Puchacz [1175 m.], gdzie wędrówkę utrudniają powalone huraganem drzewa, dalej – Goworek [1320 m.] i Mały Śnieżnik [1326 m.]. Zachwycony okolicznościami próbuję sobie i Dorotce przypomnieć, kiedy wędrowaliśmy tędy ostatnio. Otóż wtedy.

Tymczasem Adam wspomina swoje zeszłoroczne i wcześniejsze wyjazdy. Nepal z trekkingiem wokół Annapurny, Gruzja, Afryka południowo – wschodnia. Dorotka ulega tym opowieściom i od tej pory będzie mnie namawiać, abyśmy i my wreszcie gdzieś pojechali dalej.

Z Małego Śnieżnika wśród mojego ulubionego lasu dochodzimy do Schroniska na Hali pod Śnieżnikiem. Wita się z nami Gospodarz i zachęca, abyśmy skorzystali z sauny, w której rozpalił do 120°C.

W schronisku rozsiadamy się na dłużej, a gdy czas się wypełnia, wczesnym popołudniem wchodzimy na Śnieżnik. Zastajemy tu słoneczko i bezwietrze, dzięki czemu nie marzniemy tak jak na Trójmorskim Wierchu. Wkrótce schodzimy do źródła Moravy, z którego wciąż bije woda. Wciąż mimo suszy, trwającej od maja do września zeszłego roku a może i do teraz, bo przecież deszczu jesienią padało niewiele. Jakimże niewyczerpanym zdrojem Natury jest Masyw Śnieżnika. Oby tak pozostało!

Spod źródła Moravy czeka nas długie zejście w dolinę. Wprawdzie Michał i ja znamy dolinę Moravy z perspektywy rowerowej (maj 2009), ale szlak pieszy schodzący trawersami odkrywamy dziś na nowo.

Oczywiście przedtem odwiedzamy ruiny / fundamenty Lichtenštejnové chaty oraz slůně. Odpowiadam na pytanie Dorotki, skąd się wziął słonik na Śnieżniku, ale wszyscy myślą, że robię ich w słonia… w konia.

Gdy już się wszystko wyjaśnia czas nam w drogę. Szlak pięknie wije się trawersami po południowych stokach Śnieżnika. Poniżej źródełka „Ve Strží” ścieżka na dłuższym odcinku pokryta jest lodową skorupą, na której Adam wypróbowuje raki, mające mu pomóc w najbliższym czasie wejść na jakąś słuszną górę powyżej pięciu tysięcy.

Szybciutko schodzimy w dolinę, skąd wygodna droga w godzinkę z okładem sprowadza nas z powrotem do Dolní Moravy. Nie udaje nam się wejść na obiad do najbliższej knajpy, czynnej tylko do 17 00, po czym otwartej tylko dla gości hotelowych… Co nie udało się w restauracji „Na rozcestí”, udaje się w „Moravské krčmě”. Tam spędzamy godzinkę, kończąc tę dzisiejszą, wspaniałą wędrówkę przez Masyw Śnieżnika, wokół doliny Moravy. Za kolejne dwie godzinki dojeżdżamy do Wałbrzycha.