INWERSYJNIE I WIDOKOWO W GÓRACH SUCHYCH / JAVOŘÍCH HORACH I RUDAWACH JANOWICKICH

Początek bardzo urozmaiconego weekendu nastąpił w Mieroszowie. Tu wraz z grupą kursu przewodnickiego rozpocząłem wędrówkę przez dolinę Ścinawki i Javoří Hory / Góry Suche i owocną wymianę doświadczeń oraz wiadomości na różne tematy. Rozpoczęliśmy od historii Śląskiej Kolei Górskiej, której odgałęzienie łączyło niegdyś Mieroszów z Meziměstí, w drugą stronę – Mieroszów ze Szczawienkiem przez Boguszów Gorce Wschód i Szczawno Zdrój. O tym wszystkim opowiedziała nam Joasia, po czym przez Nowe Siodło przeszliśmy na czeską stronę. Mroźny poranek spowiła mgła, przez którą w miarę upływu czasu coraz śmielej spoglądało słońce. Widoku na szeroką okolicę byliśmy oczywiście pozbawieni, ale Romek nie miał problemu aby obudzić widokową wyobraźnię nas wszystkich. Niebawem srebrzyste światło wydobyło  z mgły kontur kościoła św Anny w Vižňově. Świątynia jest jednym z wielu architektonicznych dzieł wybitnych barokowych artystów: Krzysztofa Dientzenhofera i jego syna – Kiliana Ignacego, bez których jakże mniej okazale wyglądałaby barokowa Praga i całe Czechy. Dientzenhoferom należy się osobne dzieło pochwalne i rzecz pozbawiona skrótów, której prędzej czy później podejmę się. Póki co, zainteresowanych tematem odsyłam tu.

O kościele św Anny w Vižňově i samej miejscowości opowiedziała Krysia, po czym przeszliśmy do spraw przyziemnych i przyskalnych. Odwiedziliśmy zatem Geopark Vižňov – umieszczoną na wolnym powietrzu ekspozycję skał występujących w depresji śródsudeckiej.

Ta mało pocieszna nazwa dotyczy formacji tektonicznej, wypełnionej licznymi warstwami rozmaitych osadów. W efekcie długotrwałego zmagania się z sobą wewnętrznych i zewnętrznych sił natury – Ziemi, dziś obserwujemy tu zjawisko inwersji rzeźby.

Depresja, inwersja… O tych niełatwych rzeczach opowiadał nam Kaziu i Bartek, teraz wypada krótko streścić, o co chodziło obu panom prelegentom.

Oprócz inwersji rzeźby mamy dziś, dzięki pogodzie – inwersję temperatury, wychodzimy więc z mgielnej doliny Ścinawki / Broumovské kotliny i w słońcu zdobywamy Ruprechtický Špíčák. Pogoda cieszy, widok zachwyca. Każdy chce powiedzieć co widać, nikt nie daje dojść do słowa Krzysiowi, wszyscy ćwiczą wyznaczanie azymutu. Gdy nasz czas na Špíčáku dopełnia się, bardzo stromo schodzimy stąd na północ, u podnóży góry Krysia pokazuje nam ozdobione świątecznie przez nią i jej znajomych drzewko. Potem postanawiamy zejść prosto do Sokołowska, dokąd nas sprowadza leśna droga biegnąca doliną bezimiennego (według Mateusza – na szczęście) potoku. W Sokołowsku Maciek i Marcin opowiadają o historii i zabytkach tej miejscowości, niesłusznie zapomnianej, niesłusznie nazywanej „śląskim Davos”, bo przecież Davos powinno być nazywane „szwajcarskim Sokołowskiem”! Sokołowsko wciąż czeka na ponowne odkrycie i zyskanie nowej szansy rozwoju. Miejmy nadzieję, że się wreszcie doczeka.

My niebawem doczekaliśmy się „15” – ki do Wałbrzycha, gdzie kończymy nasz kurs na Góry Suche.

Późnym popołudniem wsiadam w pociąg, dojeżdżam do Trzcińska, skąd w świetle latarki dochodzę do „Karioki” w Karpnikach, gdzie spotykam się z grupą CARDIO. Jest to spontaniczna inicjatywa turystyczna, która powstała kilka lat temu z inicjatywy Michała i Pawła. Nazwę wymyślił nie kto inny, jak Staszek – Opiekun popielic. Michał został kierownikiem grupy  i organizatorem wszystkich wyjazdów, z których obecny to już czternasty z kolei.

Nazajutrz od samego ranka czeka na nas piękna pogoda. Wykorzystujemy ją na wędrówkę do Janowic Wielkich przez Starościńskie Skały, Mniszków i Miedziankę. Skały (Lwia Góra, 718 m.) są zwieńczeniem Janowickiego Grzbietu, na który wychodzimy stromo wśród lasu maskującego inne granitowe formacje. Piękna pogoda i widok na dłużej zatrzymują nas na Starościńskich Skałach, skąd obserwujemy jak skąpaną w  słońcu Kotlinę Jeleniogórską zasnuwa mgła, przelewająca się przez grzbiet Rudaw Janowickich i Karkonoszy.

Ze Starościńskich Skał schodzimy w dolinę Janówki. Z głębi lasu niosą się odgłosy nagonki. Polowanie? Dziś? Chłopacy oburzają się na leśną jatkę, która (miejmy nadzieję) służy temu, aby ilostan zwierzyny pasował do drzewostanu. Niektóre zatem egzemplarze natury żywej staną się martwe, a naszą uwagę skupia teraz natura martwa od swego początku – przyroda nieożywiona. Właściwie pomniki przyrody  nieożywionej – „Piec” i „Skalny Most”, mające swoją historię naturalną, jak też będące świadkami historii powszechnej. Podczas wojny trzydziestoletniej w obawie przed nadciągającymi oddziałami wojsk szwedzkich i saskich pod „Piecem”, który jest potężnym skalnym okapem, chronili się mieszkańcy okolicznych miejscowości.

Chłopacy, szczególnie Igor, bardzo byli ciekawi jak właściwie powstały te skałki. Wyjaśniłem im to, mam nadzieję że dość obszernie, teraz tylko rzucę hasła: magma granitowa, wtargnięcie magmy pod powierzchnię ziemi, stygnięcie magmy, powstanie granitu, wypiętrzenie bloku granitowego, selektywne wietrzenie granitu (wzdłuż linii spękań ciosu termicznego), powstanie skałek w Rudawach Janowickich i Karkonoszach. Idziemy dalej…

Z doliny Janówki długo i monotonnie przez las wychodzimy na Polanę Mniszkowską. Wreszcie łąkami z widokiem na otoczenie Kotliny Jeleniogórskiej wędrujemy do Miedzianki. Mijamy domy Mniszkowa i relikty górnictwa rud miedzi. Te ślady oraz nazwy własne miejsc, świadczą o gospodarczej przeszłości, tragicznej zwłaszcza po zakończeniu II wojny światowej, gdy w okolicy poszukiwano rud uranu. W tych okolicznościach Miedzianka – miasteczko o rodowodzie sięgającym XIII wieku – niemal zanikła. Pamiątką po dawnej Miedziance – Kupferbergu jest dziś kilka domów i kościół katolicki. W miasteczku był również kościół ewangelicki. Niestety podzielił los większości domów, które w latach 70 XX wieku, jako grożące zawaleniem z powodu szkód górniczych, przeznaczono do rozbiórki. Od niedawna Miedzianka odżywa na nowo, o czym przekonujemy się – nie po raz pierwszy i ostatni.

Ostatnie zejście sprowadza nas na stację w Janowicach Wielkich, skąd koleją w krótkim czasie nie notowanym tutaj nigdy przedtem, dojeżdżamy do Wałbrzycha. Tak kończy się drugi epizod, zachodniosudecki, oraz cała dwudniowa eskapada.