Archiwa tagu: ZABYTKI SAKRALNE

ČESKÝM KRASEM PEŁNYM KRASY

Na początek, dla małego przypomnienia, co się wydarzyło do tej pory:

  1. 2014.10.18-19, PRAHA, od Vyšehradu przez Staré Město i Letnou po Hrad i Petřín. W odwiedzinach Matki Miast udział wzięło 17 osób.
  2. 2015.10.17-18, KUTNÁ HORA, Město Stříbra, Kaňk. Tym razem była nas czternastka.
  3. 2016.11.5-6, OLOMOUC, I znów było nas 14 osób.
  4. 2017.10.21-22, LITOMĚŘICE I PORTA BOHEMICA, przedtem Dutý kámen, potem Radobýl. Na tej bardzo rozmaitej (zresztą – jak inaczej!) wycieczce było nas 21 osób.

Mamy zatem mały jubileusz wizyt u naszych południowych sąsiadów. Mały co do wieku i przyszłej (mam nadzieję) ilości odwiedzin Czech, Moraw i Czeskiego Śląska, dokonywanych przez bardzo słuszną Grupę: przyjaciół, przewodników z Zamku Książ, fanów i fanatyków Republiki Czeskiej.

Po piąte z rzędu, wybraliśmy się do Berouna, aby pobyć w tym miasteczku a zwłaszcza jego okolicy – Českém krasu. Wybór miejsc godnych pozoru jest w tej krainie co najmniej bardzo duży. Niektóre z nich posiadają światową sławę (Karlštejn), te ominęliśmy. Są zakątki mające sławę krajową i lokalną – tu postanowiłem nas zabrać.

Dojechaliśmy w piątek późnym popołudniem koleją z Meziměstí, lub: busem, samolotem (!), airport-expresem i koleją – z Buska Zdroju. Stamtąd właśnie, każdorocznie dołącza do nas Renia, co oczywiście kosztuje ją sporo wschodu i zachodu, a za co należy jej się osobne uznanie. Na praskim hlaváku wyłowiliśmy ją z tłumu podróżnych i w komplecie znaleźliśmy się – najpierw u Berouńskiego niedźwiedzia, który stanowi herb miasta, logo i symbol Berouna.

W sobotnie rano ruszyliśmy na zwiedzanie miasteczka. Nie posiada ono takich zabytków, jakie można obejrzeć 30 km stąd na północny wschód, ale ma wszystko to co lubimy, nie mówiąc już o jego herbie.

Beroun wyróżnia się średniowiecznymi murami obronnymi – jednymi z najlepiej zachowanych w całym kraju. Powstały na przełomie 13 i 14 wieku z inicjatywy króla Vaclava II. W swoim czasie mury miały wysokość 6 – 9 metrów, grubość ponad 2 metry. System uzupełniony był  trzydziestoma siedmioma basztami. Świadczyło to o wielkim znaczeniu Berouna – miasta położonego na bardzo ważnym szlaku, łączącym Pragę z Bawarią przez Pilzno. Po dzień dzisiejszy nad zachowanymi murami czuwają dwie bramy miejskie – Pražská po stronie północnej i starsza – Plzeňská po stronie południowej; tu jeszcze do 18 wieku było pobierane myto za przejazd przez miasto. Brama niegdyś gotycka, w połowie 18 wieku utraciła swój charakter w wyniku pożaru, została potem przebudowana w stylu barokowym.

Na fasadzie bramy znajduje się fresk przedstawiający Chronosa – boga czasu, poniżej bez trudu można dostrzec herb, który Beroun posiada od pradawna. Najstarszy wizerunek znaku pochodzi jednak z końca 14 wieku; już wówczas był na nim przedstawiony niedźwiedź. Nie może być więc inaczej, aby w Berouně niedźwiedzie nie mieszkały – owszem na zamkniętym wybiegu. Mieszka ich dwóch – Matěj i Kuba, misiowi celebryci – bohaterowie wieczorynki autorstwa Václava Chaloupka. Obywatelami miasta są od roku 2001, przybyli tu we trójkę (był jeszcze Vojta, ale zmarł biedaczysko w roku 2016) po zakończonym aktorskim angażu.

Beroun nie jest jedynym miastem w Republice Czeskiej, gdzie średniowieczne mury obronne zachowały się dobrze, tzn. co najmniej w połowie długości.

Od południa do zapadnięcia zmroku zwiedzaliśmy dalsze plenery. Najpierw Solvayovy lomy, a wisienką na torcie był Svatý Jan pod Skalou

Niedzielne rano przywitało niektórych z nas na wzgórzu Děd.

Dorotka, Michał, Piotrek, Janek, Tomek i ja szybciutko uwinęliśmy się ze spacerkiem na to dość odległe od  centrum Berouna wzgórze i wieńczącą je wieżę widokową. Ta, choć malownicza, oferuje dość ograniczone horyzonty i to tylko dlatego że w lesie wykonano szeroką przecinkę. Lecz i tak było bardzo przyjemnie, a po wczorajszej kolacji ten szybki spacer dobrze nam zrobił.

Potem, już z całą ekipą, w której przypomnę były: Krysia, Ela, Beata, Dominika no i Kaziu, odjechaliśmy z Berouna do Křivoklátu – dawnego zamku łowieckiego królów czeskich.

Zamek pozostaje w cieniu króla wszystkich – Karlštejna, znajduje się na jeszcze większym uboczu i odwiedzany jest przez znacznie mniejsze rzesze. Zdecydowanie jednak jest to miejsce, które powinno się znaleźć na trasie każdego miłośnika Republiki Czeskiej.

Křivoklát posiada bardzo ciekawą historię (do tego podaną przez miejscowego i bardzo rzeczowego przewodnika), bogate wyposażenie (choć kiedyś słyszałem od jednego ze znajomych nam, wielojęzycznych przewodników, że… nic tu nie ma – co jest całkowicie nieprawdą!) i bardzo interesujący detal oraz urozmaiconą bryłę. Spędziliśmy tu ładnych kilka godzin, żałując jedynie, że to tylko tyle.

Odwiedziny zamku Křivoklát były ukoronowaniem naszych tego – rocznych/jesiennych/październikowych/posezonowych odwiedzin Czech. Tematu niewyczerpanego nigdy.

Za rok zapraszam do Pragi. Powtórka? Nic podobnego! Tym razem zajrzymy na obrzeża stolicy – zakątki przyrody żywej i nieożywionej, usedlosti, miejsca magiczne. Może starczy czasu na osiedla awaryjne?… Raczej nie starczy. Będzie więc jeszcze kolejny (nie)raz.

A może w międzyczasie coś się jeszcze uda?

Tymczasem kończymy naszą (jak powiedział pan przewodnik z Muzeum Czeskiego Krasu) VZÁCNOU NÁVŠTĚVU!

 

 

PIĘKNA PRZECHADZKA KUTNOU HOROU

Zdecydowanie najwięcej wycieczek z Polski jedzie do Czech aby odwiedzić Pragę. Bardzo dobrze jest odwiedzić też inne miejsca, np. Kutnou Horu – Skarbiec Królestwa, Miasto Srebra,  które ma nie tylko zestaw wybitnych pamiątek przeszłości. Posiada też nieoceniony spokój, którego nie ma i nie będzie mieć Matka Miast.

Kutná Hora też ma za sobą długie stulecia i burzliwy rozwój, trwający z różnymi wahnięciami od przełomu XIII / XIV, do początku XVIII wieku. Po prawdzie to już z końcem stulecia X odkryto bogactwo i przyczynę rozwoju „Hor kutných” czyli srebro, z którego później wybijano najważniejszy pieniądz średniowiecznej Europy – grosz praski. To dzięki niemu na terenie Królestwa Czeskiego wzniesiono wiele pojedynczych obiektów, ale i całe miasta, weźmy późnogotycką Pragę. Sama Kutná Hora też dzięki groszowi się rozwinęła i rozbudowała. Swoje domy, ba – pałace stawiali ludzie, bogacący się na srebrze w sposób mniej czy bardziej uczciwy. W mieście lubili przebywać królowie a gmach gdzie znajdowała się mennica, Dwór Włoski – Vlašský dvůr był nawet rezydencją jednego z nich –  Václava IV, który tu szczególnie lubił przebywać. Również tu, na Vlašském dvoře, po długim okresie wojen husyckich i z tym związanych niepokojów, Władysław Jagiellończyk został wybrany kolejnym królem czeskim. Tak zaczął się okres władzy dynastii Jagiellonów w Królestwie Czeskim, trwający jednak niezbyt długo – równych 55 lat.

Rozwój Kutné Hory nie był bezbolesny, a to co w nim najbardziej uciążliwe dotknęło najbardziej tych, dzięki którym podziemne bogactwo zdołało się wydostać na powierzchnię. Górnicy kutnohorscy pracowali w skrajnych warunkach za marne wynagrodzenie, gdy tymczasem na powierzchni kwitła korupcja. Wszczynali przeciw temu bunty, jeden z nich – powstanie kutnohorskie (1494-96) jest uważane za największą burzę dziejową w średniowiecznych Czechach, wybuchłą na tle socjalnym.

Z tym niespokojnym czasem związana jest postać Prokopa Kroupy – ówczesnego głównego skarbnika miasta, odpowiedzialnego za przepływ praskiego grosza z mennicy do skarbca państwowego. Sprawował tą ważną funkcję mimo że był człowiekiem nierozgarniętym. Gdy w Kutné Hoře rozpoczęły się bunty górników, Prokop z wysokości swej rezydencji uciszał tłum. Przejęzyczył się i zamiast wołać „uspokójcie się, przecież panowie wam nic złego nie życzą!” krzyknął „uspokójcie się, przecież panowie wam nic dobrego nie życzą!”. Stąd powiedzenie: „Prokop gadał rzeczy głupie, stojąc przy kamiennym słupie!”. Choć stał się pośmiewiskiem, swój urząd pełnił nadal, co i współcześnie jest wiadome – im człowiek głupszy, tym ważniejszy. A cóż to za kamienny słup przy którym Prokop Kroupa stanął? To oczywiście Kamienny Dom – jeden z najwybitniejszych zabytków średniowiecznej architektury mieszczańskiej na terenie całych Czech, którego twórca  bardzo zasłużył się również dla ówczesnego Wrocławia.

Kopalnie srebra już w XV wieku osiągnęły rekordową głębokość, około 500 metrów. Technika górnicza była prymitywna. Warunki zdrowotne – beznadziejne. Praca – tylko ręczna; odwadnianie kopalń i wydobycie srebra – za pomocą prostych naczyń i kołowrotów; komunikacja pomiędzy ludźmi na dole – tylko za pomocą nasłuchiwania stuków w drewniane stemple i obudowy. Dotarcie do pokładu – pieszo albo za pomocą perkytli, na której górnik ześlizgiwał się w dół, korzystając z błotnistej powierzchni chodnika. Perkytle szybko się zużywały, dlatego Kutná Hora w czasach górniczej prosperity była największym odbiorcą wyprawionych skór zwierzęcych na terenie państwa czeskiego. Nie mówiąc już o zużyciu drewna na konstrukcje dołowe i jako paliwa, które ściągano aż z odległych lasów karkonoskich, skąd spławiano je Łabą i dostarczano na miejsce.

Średniowieczna Kutná Hora była miastem katolickim. Każdy z zamieszkujących tu stanów wspierał budowy kościołów; mieszczanie i patrycjat mieli swoją świątynię – kościół św. Jakuba wznoszący się w samym środku miasteczka.

Górnicy wsparli budowę innej świątyni – katedry św. Barbary, stojącej na uboczu ale będącej wisienką na torcie wybitnych smaków przeszłości miasteczka. Św. Barbara kutnohorska to z jednej strony majstersztyk gotyckiej rzeźby i architektury, a z drugiej – ówczesna manifestacja niezależności miasta i jego mieszkańców od klasztoru cystersów w miejscowości Sedlec (dziś fragmentu Kutné Hory).

Przy okazji Sedlci – w cieniu wybitnego (i wpisanego na listę UNESCO) zespołu klasztornego stoi kutnohorská Kostnice – jak byśmy powiedzieli, Kaplica Czaszek, obiekt którego żadne wycieczki nie pomijają, czy się komu podoba czy nie podoba tutejsze potraktowanie śmierci.

Budowę katedry (określenie „katedra” św Barbarze kutnohorskiej nadano dla podkreślenia walorów architektury, nie z powodu rangi) zaczęto pod koniec XIV wieku, trwała do momentu zaniku górnictwa w mieście, potem przeszła na własność Jezuitów doczekawszy się barokowej oprawy. Na przełomie XIX i XX wieku katedrę odnowiono w stylu neogotyckim; wszystkie ślady przeszłości w świątyni są widoczne po dziś dzień.

To tylko nieliczne miejsca, dla których Kutnou Horu należy umieścić w planie odwiedzin naszych południowych sąsiadów. Najlepiej jak najczęstszych i o każdej porze roku. Warto, zachęcam!

Z GRUPĄ Z KOLÍNA I OKOLIC, ŚLADAMI PANÓW Z KUNŠTÁTU A PODĚBRAD W DAWNYM KSIĘSTWIE ZIĘBICKIM

Po odwiedzinach Zamku Książ i Świdnicy (październik 2015) oraz Dusznik Zdroju i Kłodzka (październik 2016) przyszła rzecz na Ząbkowice, Ziębice i Kamieniec Ząbkowicki. Okolica ta w przeszłości była częścią majątku panów z Kunštátu a Poděbrad, z których wywodził się ostatni rodowity król – Czech, Jerzy z Podiebradów (Jiří z Poděbrad, lata rządów 1458 – 1471).

Ród z Kunštátu a Poděbrad (Pani z Kunštátu a Poděbrad) na scenie dziejowej pojawił się w 1. połowie 13. wieku przez osobę Heralta (Gerharda?) ze Zbraslavi i Obřan którego syn Kuna w latach 80. 13. wieku założył gród obronny i miasteczko – znajdziemy je ok. 20 km na północ od Brna. Po swym imieniu nazwał je Kunštát.

Heralt ze Zbraslavi i Obřan doczekał się licznego potomstwa, potem założycieli dalszych odgałęzień rodu, wśród nich – rodu z Poděbrad.

Jeden z synów Heralta, Boček, ożenił się z panią Eliškou (Elżbietą) z Lichtemburka i Žlebů, a dzięki przychylności króla i cesarza Karola IV otrzymał w lenno Poděbrady, które potem stały się dobrem dziedzicznym.

Boček z Kunštátu a Poděbrad doczekał się z Eliškou czwórki potomstwa. Najstarszy z nich, Boček starší z Kunštátu a Poděbrad (ok. 1375 – 1417) był znacznym arystokratą pełniącym urząd podkomorzego Królestwa Czeskiego. W rodzie z Kunštátu a Poděbrad był cały szereg wielkich postaci – zarządców, hetmanów, sędziów, margrabiów, skupiających swoją działalność zwł. w południowych Morawach (Brno, Znojmo i okolice).

Oprócz zasiadania na ważnych urzędach Boček starší z Kunštátu a Poděbrad był jednym z założycieli tzw. Panské jednoty, tj zgrupowania szlachty czeskiej, otwarcie występującej przeciwko nieudacznym rządom króla Wacława IV. Działalność Panské jednoty doprowadziła do dwukrotnego internowania króla ( w roku 1394 i w l. 1402 – 1403 wówczas w Wiedniu, skąd Wacław IV zresztą uciekł). Boček starší z Kunštátu a Poděbrad z małżeństwa z Eliškou (ale już inną niż jego ojciec) doczekał się czterech synów. Jednym z nich był Viktorín Boček z Kunštátu a Poděbrad. Tenże podczas wojen husyckich zasłynął jako waleczny mąż, oczywiście po stronie kalikstynów. Wojenne okoliczności, nieustanne przemieszczanie się z miejsca na miejsce i udział w wielu bitwach niemal wyłączyły go z życia rodzinnego (jeśli w średniowieczu istniało życie rodzinne jako wspólna troska obojga rodziców o swe dzieci) lecz nie towarzyskiego. Podaje się że był żonaty z Anną z Vartemberka, ale czy akurat z tą panią począł swe wybitne dziecię, dokładnie nie wiemy. Tym bardziej zdumiewa, że szlachta czeska po przedwczesnej śmierci Władysława Pogrobowca (Ladislav Pohrobek 1440 – 1457) tego właśnie niewiadomego urodzenia pana wybrała kolejnym królem Czech. Owszem, ów pan zasłynął za młodu jako hetman kraju bolesławskiego (dziś szeroka okolica Mladé Boleslavi), zarządca ziemski (w praktyce – p.o. króla). Miał owszem wady, a tą najważniejszą dla społeczności czeskiej dwojakiego wyznania było to, że był husytą. Katolicka szlachta nie wzięła udziału w wyborze, który nastąpił 2.03.1458 roku w ratuszu staromiejskim w Pradze. Królem Czech został syn Viktorína Bočka z Kunštátu a Poděbrad – Jiří z Poděbrad.

W roku 1454 książę Ernest Opawski (Arnošt Opavský) z dynastii Przemyślidów, zmuszony do spłaty swych długów za wszelką cenę, sprzedał Jiřímu (wówczas jeszcze zarządcy ziemskiemu) księstwo Ziębickie. Ziemia ta przez kolejne 114 lat była częścią majątku rodu z Kunštátu a Poděbrad. Nie wolno pominąć, że w tym samym czasie Jiří zyskał też Kłodzko. Jako król czeski, 24.06.1459 roku Jiří z Poděbrad podniósł Ziemię Kłodzką do rangi Hrabstwa. 17.12.1462 roku cesarz Fryderyk III podpisał dokument na mocy którego Kłodzko zyskało statut Hrabstwa Czech i Rzeszy.

Jedenaście lat po udanym zakupie Jiří z Poděbrad przekazał swe dziedzictwo trzem synom, którzy  po śmierci ojca rozdzielili je między siebie. Księstwo Ziębickie (i Hrabstwo Kłodzkie) odziedziczył Henryk I Starszy (Jindřich I Starši 1442 – 98), najstarszy z trójki braci. W historii księstwa słuszną kartę zapisał najstarszy potomek Henryka – Karol (Karel I. Minsterberský 1476 – 1536; Minsterberk – Muensterberg – Ziębice). Choć jego siedzibą były Ziębice, postanowił wystawić od nowa zamek w Ząbkowicach Śląskich, swego czasu należący do jego dziadka, króla Jerzego, lecz zdewastowany m.in. podczas walk, jakie Jerzy musiał toczyć o Śląsk z królem węgierskim Matyásem Korvinem.

Do odbudowy i przebudowy ząbkowickiego zamku, Karol I. zaprosił samego Benedykta Rejta (Benedikta Rieda) – m.in. architekta Sali Władysławowskiej Zamku Praskiego i twórcy sklepienia nawy głównej katedry św. Barbary w Kutné Hoře. Prace w Ząbkowicach trwały z przerwami w latach 1516 – 1530, budowa nigdy nie została ukończona i ponownie popadła w ruinę podczas wojny 30 letniej.

Wnuk Karola I., Karol Krzysztof (Karel Křyštof Minsterberský) był ostatnim z rodu księciem ziębickim. Po jego bezpotomnej śmierci w 1569 roku, ziemia została przekazana w majątek królewski. Pięć lat później została zakupiona przez ród Auerspergów (Aueršperků), właścicieli m.in. pięknego neogotyckiego zamku Žleby koło Čáslavi (kraj środkowoczeski). Auerspergowie posiadali Księstwo Ziębickie do roku 1742, gdy Śląsk zagarnął król pruski Fryderyk II.

Ślady wspólnej historii są w tej okolicy widoczne po dzień dzisiejszy. Niektóre z nich podczas dzisiejszych odwiedzin udało nam się zobaczyć, o niektórych wspomniałem.

Ząbkowice Śląskie. Herb rodu z Kunštátu a Poděbrad u wschodniego wejścia do zamku

Ząbkowice Śląskie. Nagrobek Karola I. w prezbiterium kościoła św. Anny

Ziębice. Lew czeski na ceglanym hełmie Bramy Paczkowskiej

Ziębice. Były kościół ewangelicki, wybudowany w 1791 roku na miejscu zamku książęcego, dawnej siedziby Karola I.

Ziębice. W korytarzu Ratusza znajduje się malowidło, przedstawiające śmierć księcia piastowskiego Jana III Ziębickiego w bitwie z husytami pod Starym Wielisławiem (1428 rok). Po śmierci Jana III Księstwo Ziębickie przeszło w majątek króla Czech Zygmunta Luksemburskiego.

 

CZESKI RAJ, CZECHY PÓŁNOCNE. WYBITNE DZIEŁA PRZYRODY NIEOŻYWIONEJ I CZŁOWIEKA

Co się dzieje na bieżąco – wspominam również tu

FINAŁ OPOWIEŚCI O NIESZCZĘSNEJ ELIŠCE KATEŘINĚ SMÍŘICKÉ I JEJ ZŁEJ SIOSTRZE MARKETĚ

… Uwolniona z Kumburka Eliška Kateřina wykonała testament ojca i wraz ze swym Otto z Vartemberka zamieszkała w Jičínském zamku.

Jednakże mąż Elżbiecinej siostry Małgorzaty Salomei, pan Jindřich Slavata z Chlumu nie zamierzał odpuścić i zagroził Ottowi i Małgorzacie sądem. Otto zdając sobie sprawę że Slavata skorumpował praskich sędziów, jak tylko mógł odwlekał wyjazd do stolicy.

Eliška tymczasem próbowała ułożyć się ze swą siostrą – daremnie. Mało tego, Małgorzata Salomea najęła płatnego mordercę, aby ten otruł jej starszą siostrę. I tutaj do całego sporu włączył się sam król zimowy, Fridrich Falcký (Fryderyk Palatyński), na którego żądanie Otto z Vartemberka musiał do Pragi przybyć. Przekupiony sąd oczywiście uznał racje pana Jindřicha i zołzowatej Elżbiecinej siostry; Eliška i Otto zostali zmuszeni do zwrotu majątku.

1 lutego 1620 roku w Jičíně pojawili się członkowie komisji królewskiej – Rudolf ze Štubenberka, Adam Bohdanecký z Hodkova i Ladislav Bukovský z Oseče, oraz dwaj podkomorzy z archiwum ksiąg ziemskich. Komisja najpierw odwiedziła Radę miasta, którą przymuszono, aby oddała się pod opiekę Małgorzaty Salomei, następnie wszyscy poszli na zamek wyegzekwować wyrok sądu na Elišce Kateřině i Otto z Vartemberka.

Mimo Elżbiecinych łez, rozpaczy i oporu straży zamkowej, królewscy komisarze rozpoczęli inwentaryzację wnętrz. Nasza bohaterka zdecydowała się na krok ostateczny, w piwnicy znajdował się magazyn prochu.

Wkrótce Jičínem wstrząsnęła potężna eksplozja. Połowa zamku wyleciała w powietrze a wraz z nią wszyscy znajdujący się akurat wewnątrz. Zginęło kilkadziesiąt osób, wśród nich gapie zgromadzeni na Rynku, obserwujący całą awanturę.

Taka jest oficjalna wersja, lecz po prawdzie do dziś nie wiadomo, czy to rzeczywiście Eliška Kateřina nakazała podpalić ten proch, czy raczej zrobił to jakiś pijany żołnierzyna biorący udział w tym ponurym wydarzeniu.

Wszystko to działo się tuż przed Białą Górą. Po niej sądnych dni doczekała się okropna Małgorzata Salomea, ponieważ jej majątek został skonfiskowany a ona sama, owdowiała (pan Jindřich Slavata z Chlumu zginął w eksplozji), zmarła w samotności, biedzie i zapomnieniu gdzieś na emigracji.

OPOWIEŚĆ O NIESZCZĘSNEJ ELIŠCE KATEŘINĚ SMÍŘICKÉ, JEJ ZŁEJ SIOSTRZE MARKETĚ I KILKU INNYCH WAŻNYCH A NIE WIDZĄCYCH ŚWIATA POZA SOBĄ

Rzecz zaczyna się na zamku Kumburk inaczej zwanym Goldenbergiem. Oprócz tego że właśnie tu rozegrała się rodzinna tragedia, założenie jest interesujące architektonicznie. Mury zamku nie tworzą bowiem pierścienia zamykającego całe założenie, lecz spiralę. Wróg aby zdobyć zamek musiał forsować nie tyle mury co odcinek po odcinku tej spirali.

Na początku 17. wieku zyskał Kumburk pan Zikmund Smířicky, który na zamku nie mieszkał, lecz traktował go jako więzienie. Nie są znane nazwiska przestępców w nim osadzonych, z jednym wyjątkiem… córki Zikmunda, pani Elišky Kateřiny (Elżbiety Katarzyny)  Smířické. Tato ukarał córkę bo ta, zamiast zakochać się w równym sobie co do urodzenia arystokracie, zapałała uczuciem do mieszkającego w okolicy pasterza owiec. Ostatecznie pan tato okazał łaskę i chciał nieszczęsną Elę uwolnić, lecz nie zdążył z decyzją – zmarł.

Niestety, uwięzienie Elżbiety bardzo było na rękę jej młodszej siostrze – Małgorzacie Salomei, która dobrze wiedziała że dopóki Elżbieta jest w więzieniu, majątek po ojcu przypadnie jej. Aż pewnego razu zjawił się Otto z Vartemberka i obiecał Elżbiecie że ją zza krat wyciągnie, jeśli tylko przysięgnie że zostanie jego żoną. Dziewczę dokonało wiadomego wyboru…

…Ale tu historia się nie kończy, dalszy ciąg nastąpi wkrótce.

 

JIČÍNSKO – NIEDOKOŃCZONY SEN ALBRECHTA Z VALDŠTEJNA, ORAZ INNE, ZNANE I NIEZNANE REWELACJE TEJ KRAINY, ODWIEDZONE Z OKAZJI DNIA DZIECKA

Początek czerwca to dobra okazja na wycieczki rodzinne połączone z biwakiem. Długie dni pozwalają na całkowity brak pośpiechu przed zmrokiem a ciepłe noce zachęcają do skorzystania z namiotu. Dzięki tym wszystkim zbiegom okoliczności zobaczyliśmy dużo, pięknie, z zewnątrz i od wewnątrz.

Na początek i na koniec wycieczki – Jičín, niedoszłą stolicę  i miasto – rezydencję Albrechta z Valdštejna – awanturnika, boga wojny (30 letniej), człowieka o ambicjach sięgających szczytów władzy. Był wybitny i okrutny zarazem. Miłośnik architektury i sztuki, wielki znawca sztuki wojennej. Dla zdobycia sławy, bogactwa i wpływów poświęcił wszystko. Często działał wbrew swoim dawnym przekonaniom, nie mówiąc o przekonaniach innych ludzi, z którymi się nigdy nie liczył, chyba że widział w tym zysk dla siebie. Miał wielu zwolenników (czy aby na pewno?) i może jeszcze więcej wrogów (to pewne było). Życiowe hasło Albrechta: INVITA INVIDIA –WBREW ZAWIŚCI, świadczy o wielkiej pewności siebie, dla której zasłoną była udawana pokora. Zdobył wszystko z wyjątkiem ludzkiej przyjaźni i cesarskiej korony. Był szanowany, albo się go obawiano. Skończył z piętnem zdrajcy, marnie i przedwcześnie. Jego 51 letni życiorys starczyłby dla sporej grupy ludzi.

Po Albrechcie z Valdštejna pozostało wiele obiektów w różnych miejscach  Czech północnych i zachodnich. Pieniądze na to zdobył drogą intryg, malwersacji, rozboju, zdobywania za bezcen olbrzymich majątków po szlachcie czeskiej zmuszonej do emigracji po Białej Górze. W Pradze wybudował sobie pałac, którego wielkość miała przyćmić nawet siedzibę władcy, stojącą na nieodległym wzgórzu. W północnych Czechach stworzył państwo w państwie, wyjęte spod królewskiego prawodawstwa – ziemię szczęśliwą – terra felix – księstwo Frydlantskie.  Jego głównym ośrodkiem miał stać się Jičín; powstały tu budowle w ulubionym przez Albrechta z Valdštejna stylu renesansu włoskiego, zbudowane według astrologicznych przesłanek i powiązanego z nimi, czytelnego planu, z którym najpewniej wiele wspólnego miał horoskop zestawiony dlań przez Johannesa Keplera w 1608 roku.

Lecz nie tylko postać Albrechta z Valdštejna towarzyszyła nam podczas wędrówki tą piękną krainą, bo oprócz Jičína odwiedziliśmy miasteczko Sobotka i jego okolice.

Nad miasteczkiem góruje Humprecht. To jednocześnie nazwa zamku i imię arystokraty – Humprechta Jana Czernina, który pod koniec lat 70. XVII wieku wybudował na wzgórzu koło Sobotky swą łowiecką siedzibę. 60 lat później zamek przeszedł do majątku rodu Netolickych. Co po nich zostało – obejrzeliśmy wewnątrz Humprechtu. Największe wrażenie robi tutaj sala akustyczna, olbrzymie i oszczędne w wystroju wnętrze, bo nie o wystrój tu chodzi. Dekoracją sali jest dźwięk, który niesie się zwielokrotnionym echem od źródła – ludzkiego głosu. Zapewne o to Humprechtowi Czerninowi chodziło – wywrzeć potężne wrażenie na swoich gościach, tu z honorami przyjmowanych.

Okolice Sobotky to malownicza kraina w której znajdują się liczne przykłady drewnianej architektury, tworzące w kilku miejscowościach zwarte zespoły nie zakłócone współczesnością. Właśnie one w połączeniu z lekko sfalowanym, leśno – polnym krajobrazem, tworzą zaciszny i dający wspaniale pobyć český venkov. Od nas na wyciągnięcie ręki, prawie nieznany i piękny. W Polsce takich miejsc, czyli małych miejscowości o jednolitej architekturze nie ma. Nawet we wschodniej połowie naszego kraju, gdzie drewnianej zabudowy było mnóstwo, lecz albo niszczeje, albo jest wyremontowana i stała się plastikowa z dodatkiem blachy.

Dalszym celem wycieczki były odwiedziny Trosek, czyli ruin średniowiecznego zamku, postawionego w 2 poł. XIV w. przez Čeňka z Vartemberka, Budowa była na tyle kosztowna, że pod koniec życia Čeněk z Vartemberka musiał oddać zamek królowi Wacławowi IV, swemu największemu wierzycielowi. Król potem zamek sprzedał rodowi Otty z Bergova. Podczas wojen husyckich budowla została zdewastowana, potem przechodziła z rąk do rąk nie odzyskawszy swego militarnego znaczenia, choć w połowie XV wieku była gniazdem raubritterów. W wieku XIX Trosky starał się odbudować hr. Alpis Lexel z Ahrentalu. ale przedwczesna śmierć położyła kres jego zamiarom. W dwudziestoleciu międzywojennym o Trosky starał się KČT, po wojnie remontów było kilka.

Wszystko to brzmi „jak zwykle” co dotyczy zamków średniowiecznych, tymczasem Trosky – zamek i wzgórze to jeden z symboli czeskiego krajobrazu. Zamek składa się z dwóch częściowo zachowanych wież, postawionych na niemal niedostępnych bazaltowych iglicach. Pionowe skały świadczą o (całkiem niedawnym) kierunku wypływu lawy, z daleka i bliska wyglądają jak diable rogi. One to tworzą dominantę krainy i idealny motyw widokówkowy.

Zanim wróciliśmy do domu, obejrzeliśmy dzieło techniczne i architektoniczne – zaporę wodną Les Království, znajdującą się już poza Czeskim Rajem. Koronę zapory zamykają symetrycznie rozmieszczone baszty, wyglądające jak bramy miasta średniowiecznego, którego tu brak. Może miasto znajduje się na dnie jeziora, powstałego z okiełznania Łaby? Na wszelki wypadek nie sprawdzaliśmy.

Na wycieczce nie mogło zabraknąć wspomnienia o Rumcajsie, którego dom – ševcovna, do dziś stoi w Jičíně. I temu miejscu poświęciliśmy sporo czasu, nie mówiąc o wczorajszej wizycie w Jičínským muzeum regionalnym i tamtejszej wystawie czasowej pt. „Magiczna stajnia – sztuka stajenna artystów niegalopujących, albo wystawa do obejrzenia, odegrania, odkrycia”. Może zamiast po polsku czeski tytuł w oryginale, będzie łatwiej zrozumieć:  „Konírna imaginární“ – výstava k vidění, hraní a objevování aneb ustájené umění nevycválaných umělců.  Póki jest (do 16 września b.r.), bardzo polecam, i dużym i małym.

To o czym wspomniałem jest ledwo namiastką atrakcji tej krainy. Polecam raz jeszcze i zapraszam do obejrzenia kilku fotek.

 

 

 

ZIEMIA WAŁBRZYSKA TURYSTYCZNĄ BRAMĄ DOLNEGO ŚLĄSKA DLA CZECHÓW

Wiele osób pomyśli że to mrzonka, a jednak – Wałbrzych mógłby i powinien stać się takim miejscem, które naszym południowym sąsiadom ma wiele do zaoferowania. Wiele jest przeszkód do pokonania, ale gdy się to uda, nasze miasto taką bramą się stanie. Wiele dobrego już  się oczywiście stało – od otwarcia granic po rozwój turystycznej infrastruktury i pozytywne zmiany w  wyglądzie miasta. Wiele spraw dzieje się zbyt wolno, inne przeżywają regres po chwili prosperity. Są też miejsca i obiekty niszczone wpływem czasu albo ludzkim błędem i przez to popadające w zapomnienie. Są też miejsca i obiekty przywracane do życia, ale bez zachowania pierwotnej wartości. Tracą tożsamość i stają się nijakie; one na pewno nie przyciągną uwagi tym bardziej, że mają (niestety!) silną konkurencję w wielu innych miejscach kraju.

Wiele obiektów trzeba koniecznie ocalić od zapomnienia i zachować w ich niepowtarzalnym charakterze. Miejsca wypromowane i znane stworzyć takimi, aby się do nich chętnie wracało a wzmocnić te, które turystów doczekać się nie mogą, choć są dla nich przygotowane. Mieszkańców miasta przekonać, że jest tego warte. Opowiedzieć o Wałbrzychu i jego okolicy, historii, jej ciekawych momentach i ludziach którzy ją tworzyli. To są ogólne uwagi, dotyczące możliwości napływu turystów z różnych miejsc Europy. Możliwości jest wiele a pracy dużo i to niemal dla każdego.

Co do szczegółów. Jest do pokonania kilka przeszkód. Niektóre wkrótce znikną, ale wiele spraw czeka. Jakie bariery pokonać?

  1. Komunikacyjną i geograficzną – gdy się spojrzy na mapę widać, że jesteśmy niemal dokładnie na linii Praga – Wrocław.  W ślad za tym nie biegnie jeszcze ważna komunikacyjna nić z obu stron granicy, ale i  to się zmienia, w okolicy trwają przecież różne inwestycje w infrastrukturę. Od nowa zaczynają istnieć połączenia komunikacji zbiorowej w ruchu transgranicznym, trzeba je  teraz porządnie zestawić a po namyśle (po naszej stronie) postawić w większym stopniu na kolej lub autobus. Jeżeli autobus – koniecznie dostosowany do przewozu rowerów przez większą część roku, a w zimie –  do przewozu nart. Z perspektywy większej części terytorium Republiki Czeskiej to właśnie przez Wałbrzych jest najbliżej do stolicy Dolnego Śląska a komunikacją zbiorową już teraz jest najszybciej. Bariera geograficzna i przyrodnicza właściwie nie istnieje, wręcz przeciwnie – wszystko nas z Czechami łączy. Wałbrzych i okolice znajdują się przecież w tych samych strukturach co bliskie nam pogranicze czeskie. Ta bliskość powinna  stać się podstawą do stworzenia międzynarodowego geoparku, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wystarczy tylko chcieć docenić przyrodnicze walory tego zakątka.
  2. Historyczną. Ziemia Wałbrzyska i regiony leżące po czeskiej stronie mają wspólną historię gospodarczą związaną z wydobyciem surowców, trwającym tu przez niemal 700 lat do końca 20. wieku. Zostało po nim wiele pamiątek, które zasługują na ochronę i potraktowanie ich jako dziedzictwo kulturowe. Dolny Śląsk swój rozwój w przeszłości zawdzięczał górnictwu; gdzie opowiedzieć o nim turystom z Czech jeśli właśnie nie w Wałbrzychu? To samo dotyczy zabytków architektury – budowli sakralnych, zamkowych, obronnych, pałacowych. W Wałbrzychu i okolicach mamy cały przegląd budowli oraz stylów architektury, występujących na Dolnym Śląsku. Przed odwiedzinami zabytkowych szlagierów naszego województwa, turyści z Czech powinni mieć u nas dłuższy przystanek tym bardziej, że w samym Wałbrzychu znajdują się obiekty o najwyższej randze.
  3. Braku współpracy między zaangażowanymi w to instytucjami i osobami ze strony czeskiej i naszej. Tu akurat dzieje się wiele dobrego. Nawiązywane są różne formy współpracy i powstają różne inicjatywy, o których można się dowiedzieć między innymi tutaj i tu. O ile różne instytucje współpracę nawiązały, o tyle zaangażowanie pojedynczych ludzi ma przed sobą wielkie perspektywy. Wałbrzych i okolice budzą u Czechów coraz większe, lecz wciąż niewystarczające zainteresowanie, lub jest ono skierowane na pojedyncze obiekty. Bez pokazania walorów miasta przez samych Wałbrzyszan i mieszkańców okolicy, nadal będziemy przez Czechów niesłusznie pomijani. Przedtem trzeba pokonać jeszcze jedną barierę, czyli…
  4. Wizerunkową. Jest to okazja i czas dla ludzi aby przestali myśleć o Wałbrzychu źle i kojarzyć go z czernią, patologiami, brakiem perspektyw. Tu jest najwięcej pracy do wykonania i pewnie nie zawsze przyniesie ona spodziewane skutki, ale trudno się dziwić. Przez stulecia mówiło się o Wałbrzychu jako mieście górniczym a w ostatnich dziesięcioleciach doszły do tego epitety z kategorii kolorów (czarne), woni (wiadomo) i wyglądu (jeszcze gorzej), w tym niestety – świadomie albo nie – adresowane do tutejszych. Ze skutkami trzeba będzie mierzyć się jeszcze długo, ale próbować warto – jest przecież duża grupa ludzi przekonanych  o atrakcyjności miasta i okolicy.

Wałbrzychowi się to należy!

 

17-21.01.2018. BRNO – BRÁNA MORAVY

Drugie co do wielkości miasto w Czechach zostało odwiedzone przy okazji promocji Wałbrzycha i okolic  podczas dorocznych Targów Turystycznych Go-Regiontour . 

Co miasto ma do zaoferowania? Przegląd pamiątek od średniowiecza do moderny, dobrą atmosferę miasta akademickiego, piękne położenie na skłonie wzgórz Krasu Morawskiego ku nizinom południowej części kraju. Dominanty Brna są dwie:

Špilberk . Niezdobyty, stojący na wzgórzu zamek, zbudowany przez króla Přemysla II Otakara. Najpierw siedziba margrabiów morawskich, później twierdza

Petrov . Poprawnie – nazwa drugiego, wznoszącego się nad centrum Brna wzgórza. Zwyczajowo – określenie katedry św. Piotra i Pawła, stojącej na miejscu wcześniejszych świątyń z rodowodem średniowiecznym. Katedra dziś to budowla neogotycka z barokowym wnętrzem.

Obie wybitne pamiątki przeszłości stanowią ramy widoku, rozpościerającego się z okien jeszcze jednego wybitnego ( a z różnych powodów najwybitniejszego ) obiektu w Brnie – willi Tugendhat . 

Především jednalo se o turistickou propagaci Valbřižska a okolí, která at’ bude úspěšnou!

Z PRZEWODNIKAMI ZAMKU KSIĄŻ, PO RAZ 4. LITOMĚŘICE, RADOBÝL, PORTA BOHEMICA

Weekendowe odwiedziny naszych południowych sąsiadów stają się dla naszej ekipy przewodników z Książa i ich sympatyków ustaloną tradycją. Pierwszy raz na zakończenie sezonu zabrałem swoją ekipę do serca kraju. To był rok 2014. Rok później: Kutná Hora, następnie Olomouc. Teraz pojechaliśmy do Ogrodu Czech – Litoměřic, miasteczka pięknie położonego u wrót kraju – Porta Bohemica i u podnóża wygasłych wulkanów Średniogórza Czeskiego. Litoměřice to miasto królewskie, oraz miasto wina, baroku i renesansu. Były to główne cele naszego sobotnio niedzielnego pobytu w tej pięknej okolicy.

Dotychczas korzystaliśmy z czeskiej komunikacji zbiorowej, która nas nigdy nie zawiodła. Ale tym razem nadarzyła się okazja i zrobiliśmy sobie wycieczkę autokarową, tak aby po drodze zahaczyć o jakiś słuszny punkt krajoznawczo – widokowy. Wybór padł na dwa miejsca. Najpierw Dutý (czyli pusty) kámen – punkt (dziś niestety ledwo) widokowy, a przede wszystkim osobliwość geologiczna. Kilka godzin później podjechaliśmy do Dubiček – miejscowości malowniczo położonej na krawędzi przełomu Łaby, Bramy Czech, od zawsze wykorzystywanej w komunikacji z krajami zachodnimi. Również tu mgła poskąpiła nam widoku.

Wczesnym popołudniem dotarliśmy do Litoměřic i oddaliśmy się zwiedzaniu i smakowaniu tego miasta

Czego nie zdążyliśmy obejrzeć w sobotę, dokończyliśmy w niedzielę, tym bardziej że zaczęła poprawiać się pogoda i wskazane było spojrzenie na szeroką okolicę z wieży katedry św. Szczepana. Wcześniej poszliśmy na Radobýl (399 m.) skąd, tym razem porządnie przyjrzeliśmy się Českému Středohoří, Poohří i České kotlině.

Czasu starczyło nam też na odwiedziny podziemi i klasztornego składu winnego u św. Jakuba, a całość wizyty w Litoměřicích zwieńczyliśmy kulinarnie.

Niespełna dwudniowa uczta dla ciała i ducha u bram Czech zakończyła się, gdy późnym wieczorem wróciliśmy do domu. Człowiek kiedyś syty, z czasem głodnieje, dlatego powrót w te strony jest w przyszłości oczywisty. Oby nie trzeba było na to długo czekać!