Archiwa tagu: PRZEWODNIK SUDECKI

ŚNIEŻNA ZIMA 2018 / 2019

W ostatnich latach zimy przeważnie pozbawione były swojego głównego waloru, dlatego warto wspomnieć że obecna zima śniegu była pełna i to nawet na niższych wysokościach, gdzie go zazwyczaj nie ma. Co w tym szczególnego? A jednak! Ostatnia porządna zima w Polsce nastała na przełomie 2012/2013, gdy śnieg pokrył cały kraj od początku grudnia do 1 dekady kwietnia, w tym czasie wytapiając się na +/- 3 tygodnie. Wcześniej podobna zima nastąpiła w sezonie 2005/2006 – śnieg niemal nieprzerwanie leżał w kraju od połowy grudnia do ostatnich dni marca.

Od roku 2013 do teraz zimy były bardzo mało śnieżne. Przez 6 lat niektórzy zapomnieli jak śnieg wygląda, dzieci urodzone w tych latach w nizinnej części Polski, na żywo go właściwie nie widziały.

Zatem powtórzę – warto tę obecną odnotować choć zdaję sobie sprawę, że miliony obywateli naszej Ojczyzny będzie to już niedługo obchodziło tyle co zeszłoroczny śnieg (którego prawie nie było). Są bowiem rzeczy ważniejsze. Czy na pewno?

Śnieg to rezerwuar wody gromadzonej przez zimę. Załóżmy że spadł 1 metr świeżego puchu. Pod własnym ciężarem śnieg zsiądzie, mniej więcej o dwie trzecie. Te pozostałe 30 cm, nawet jeśli nie stopnieje, nie będzie leżeć w nieskończoność bo nastąpi jego sublimacja. Zostało nam 15 cm. Niech w najlepszym razie ta warstewka będzie ekwiwalentem 100 mm opadu. W czasie odwilży te 100 mm zamieni się w wodę, która częściowo odparuje do atmosfery lub odpłynie ciekami wodnymi. Reszta wsiąknie, ile? Niech będzie że 30 mm. Odpowiada to 30 litrom wody na metr kwadratowy powierzchni, które zasilą wody podziemne o ile po drodze ta woda nie odparuje w glebie lub nastąpi jej transpiracja przez biosferę. Ta bardzo mała ilość stanie się potem (przy odpowiednich warunkach o których nie będę się póki co rozpisywał aby nie zamęczyć tematu) zasobem wody podziemnej, możliwym do wykorzystania gospodarczego, w tym do picia.

Ktoś (większość?) powie – marudzisz pan, przecież oprócz śniegu deszcz pada! Tak, tylko że nie wszędzie, nie równo i nie cały wsiąknie. Nie trzeba być specjalnie bystrym obserwatorem żeby zauważyć że w ostatnich latach padało go dramatycznie niewiele, a jeśli spadł to gwałtownie, spustoszył krainę i odpłynął. W górach to może i jeszcze pada od czasu do czasu, ale wystarczy zagadać o to mieszkańców Polski centralnej. Odpowiedzą – no u nas to padało ostatnio może z miesiąc temu. W maju kilka lat temu grupa z Sieradzkiego prowadzona przeze mnie po Skalnym Mieście w Adršpachu przeżyła radosny szok na widok nadciągającej ulewy. Co się stało? Pytam. Wie pan, kiedy u nas ostatnio padało? W marcu!…

A to nie jest wyjątek.

Dlatego lepiej, żeby śnieg obchodził nas bardziej niż zeszłoroczny śnieg, bo inaczej naprawdę wyschną nam ujęcia wód podziemnych – praktycznie jedynych jakie się czerpie do wodociągów.

A teraz do rzeczy, czyli krótkie wspomnienie wyjazdów które bez śniegu byłyby niemożliwe, chodzi oczywiście o te na nartach biegowych:

27.12.2018. Góry Izerskie z Dorotką. Ok 20 kilometrów po dość miękkiej pokrywie, której na szczęście odwilż nie zniszczyła całkiem. Ale to okazało się już znacznie później.

31.12.2018. Góry Bialskie / Rychlebské hory z Dorotką. Kolejnych 20 kilometrów w warunkach prawdziwej zimy, zwłaszcza w wyższych partiach. Wyciskany maszynowo ślad prowadzi przez te góry w wielu kierunkach do nas i do Czech. Pojechaliśmy tam i my, załapując się na początek imprezy sylwestrowej w „Paprsku”

1.01.19. Karkonosze wschodnie z Dorotką. Noworoczne 15 kilometrów wokół Haidy i Kraví hory w pobliżu Malé Úpy

trasa Noworoczna

4.01.19. Przy takiej zimie jaką mieliśmy, narciarstwo biegowe jest możliwe w centrum Wałbrzycha. Stąd 15 kilometrów tego dnia samemu wokół Góry Parkowej.

12.01.19. Góry Sowie samemu, około 25 km. Nieprędko znów się tu wybiorę na biegówki, aby się nie zmagać z tłumem ludzi nic nie robiących sobie z ogłoszeń / próśb o nieniszczenie szlaków narciarskich wiodących z Przełęczy Jugowskiej, Walimskiej czy Woliborskiej. Do nikogo bez nart to nie dociera i założone maszyną ślady są rozdeptywane, po czym jedzie się tędy jak po polu ornym. Inna paląca sprawa to bezład komunikacyjny jaki w Górach Sowich panuje przy okazji dobrych warunków i jakiegoś dłuższego okresu dni wolnych. Okoliczne samorządy nie robią z tym nic, a szeregi aut ciągną tutejszymi słabymi drogami gdzie popadnie, po czym nie mogą się ruszyć ni w te ni we wte, bo droga to spontaniczne lodowisko.

13.01.19. Okolice Adršpachu. Po wczorajszym dziś czekało wytchnienie i przejażdżka na dystansie podobnym do wczorajszego. Śniegu jest tu przeważnie mało, ale zawsze można liczyć na założone maszynowo czy osobiście ślady, tworzące wielokilometrowe pętle po rozległych łąkach w okolicach Adršpachu, Zdonova, Libné.

04.02.19. Podnóżami Rýchor, a właściwie czeską stroną Bramy Lubawskiej. Paulina i ja przebyliśmy tu około 25 km w warunkach wyśnionych. Słońce, lekki mróz, widok, ślad założony chwilę temu i okolica wreszcie przeze mnie odwiedzona po raz pierwszy od bardzo dawna lub nigdy.

Brama Lubawska, Žacléřsko, 5.02.19

06.02.19. Góry Stołowe, też z Pauliną, ale i wreszcie z Hanią, oraz z Emilką. Hanię na nartach widziano ostatnio 6 lat temu, toteż była trochę bez formy. Dobrze jednak że się wybraliśmy, choć na krótko i mało.

07.02.19. Okolice Polic nad Metuji. 30 km samemu. I znów – dzięki zimie można sobie fajnie pobiegać nawet w niższych okolicach, skąd ślad wyprowadza albo w Broumovské Stěny albo pod Ostaš. Pojechałem i tu i w drugą stronę.

O nartach biegowych nieco jest wspomniane ówdzie

Na małe nieco zapraszam też poniżej:

Odwilżowe Góry Izerskie
Czeska strona Karkonoszy Wschodnich
Okolice Male Upy
Na nartach w centrum Wałbrzycha
Zimowa sceneria Gór Sowich
Z Bramy Lubawskiej w Karkonosze…
… i w drugą stronę
na Božanovským Špíčáku
Police nad Metují i Ostaš w tle
Trasy biegowe w Górach Stołowych
Trasy biegowe w okolicy Adršpachu
Z Wielkiej Sowy na Kozie Siodło

ŚRÓDSUDECKIE FIZJO – TOPO – ŁAMIGŁÓWKI W ZADUSZKI WŁODZICKO – TRÓJPAŃSKIE

W tę tajemną okolicę i onego dnia wybraliśmy się we trzech – Rysiek, Michał i ja. Dawno już tej wielkiej turystycznej trójcy w Sudetach nie widziano, a w tej okolicy – nigdy.

Tym bardziej warto to wydarzenie odnotować na różnych łamach, bo kto wie, kiedy następna taka okazja się nadarzy, choć owszem, Rysiu takie okazje widzi na wiele wprzód oczyma wyobraźni.

Zaczęliśmy spacerem – z Głuszycy Górnej przez podrutowane elektrycznymi pastuchami łąki na Światowid [644 m.].

Nad wzgórzem tym łamią sobie (choć nie za często) głowy najtężsi sudeccy fizjografowie – czy jest ono w Górach Kamiennych, Górach Sowich, a może ni tu ni ówdzie?

Do Gór Kamiennych Światowid nie pasuje rzeźbą, choć orograficznie (względem doliny Bystrzycy) jest po ich stronie. Ale geologicznie jest im obcy; Góry Kamienne wulkaniczne, Światowid osadowy. Metamorficznym Górom Sowim Światowid też geologicznie nie  odpowiada. Osadowy, przez to mniej odporny na czynniki niszczące i oczywiście niższy niż przeciętnie grzbiet Gór Sowich. Zatem i kryterium rzeźby wyklucza zaliczenie Światowida do Gór Sowich.

Jedno opracowanie zalicza Światowida do Gór Kamiennych, inne do  Gór Sowich, jeszcze inne do Obniżenia Noworudzkiego, choć i tego opracowania nie można być pewnym;  mapa – szkic, na którym przedstawiono granice tego mezoregionu jest w zbyt małej skali, przez to nieprecyzyjna.

Mimo wszystko trzeba uznać, że Światowid z powodu rzeźby i geologii należy właśnie do Obniżenia Noworudzkiego, ale rozciągniętego znacznie na południowy wschód i w stronę Głuszycy – na północny zachód.

Inna sprawa, co to za „Obniżenie”, jeżeli jego osią biegnie łańcuch wzgórz, zaczynających się właśnie Światowidem a ciągnących przez Wzgórza Włodzickie, Górę Świętej Anny, Górę Wszystkich Świętych po okolice Bożkowa i Ścinawki Dolnej.

Owszem, w północnej części nazwa „obniżenie” pasuje, bo Światowid i jego okolice są „obniżone” względem otoczenia – Gór Kamiennych i Sowich. Ale w części południowej (okolice Nowej Rudy) „obniżenie” jest przeciętnie wyższe niż sąsiednie skłony Gór Kamiennych, Wzgórza Ścinawskie czy Garb Golińca.

I znowu – dlaczego „Obniżenie” Nowej Rudy zostało sztucznie zmniejszone o: Garb Golińca, zaliczony w różnych opracowaniach albo do Gór Bardzkich, albo do Kotliny Kłodzkiej; Wzgórza Wyrębińskie, zaliczone do Gór Sowich?

Garb Golińca pod względem rzeźby do Gór Bardzkich nie pasuje – wystarczy porządnie przyjrzeć się mapie. Geologicznie też Górom Bardzkim „nie patrzy” tym bardziej, że jest od nich oddzielony osadową kotlinką w której leży Wojbórz.

Podobna rzecz jest ze Wzgórzami Wyrębińskimi. Geologicznie osadowe, Góry Sowie – wiadomo (mam nadzieję). O rzeźbie nie wspomnę.

Także: nie Obniżenie Noworudzkie, lecz – i tu proponuję konkurs nazw:

Wzgórza/Pasmo/Góry (?) Głuszycko – Noworudzkie. Przy okazji Głuszyca – jedno a najmłodszych miast w Sudetach doczekałaby się wreszcie „swojego” mezoregionu.

Międzygórze/Sródgórze Sowio – Kamienne lub  Głuszycko – Noworudzkie. Raczej nie „Sowiogórsko – Kamiennogórskie”.

Jak kogoś razi „Sowio – Kamienne”, to może „Sowio – Jaworowe„, albo „Sowio – Jaworze„, od Javořích hor – czeskiej strony Gór Suchych.

Wzgórza Włodzickie, z nazwą rozciągniętą na obszar od Głuszycy po okolice Wojborza. Ale tu mieszkańcy Wojborza mogą się obrazić, bo u nich żadna Włodzica nie płynie.

Dopóki mnie fantazja nie poniosła, tu skończę.

Nasz przemarsz oczywiście trwał nadal. Względem tego co napisałem wyżej – nie wiemy gdzie dokładnie byliśmy, ale to tylko podniosło przyjemną atmosferę odkrywania nieznanego – nowego śródsudeckiego mezoregionu. Jeżeli on rzeczywiście istnieje – w granicach jakie podałem, to tym większa nasza satysfakcja, bo zdobyliśmy najwyższy szczyt tego mezoregionu – Włodzicką Górę [755/757 m.].

Potem przeszliśmy na pogranicze. Względem dzisiejszego osobostanu, nie mogło zabraknąć odwiedzin Trójpańskiego Kamienia.

Jego rodowód jest o wiele starszy niż my sami razem wzięci, bo przecież to XVIII wieczny styk granic posiadłości von Hochbergów z Książa, von Stillfriedów z Nowej Rudy i Benedyktynów z Broumova.

Wędrówkę skończyliśmy na stacji Głuszyca Górna, skąd odjechaliśmy osobowym pociągiem opóźnionym z Kłodzka do Wałbrzycha. Po prawdzie – do Głuszycy… Głuszycy – Głuszycy! Stamtąd, z powodu remontu torów przesiedliśmy się na autobus KKA i nim dotarliśmy do naszego miasta.

PS. Właściwie to… jestem pewien istnienia tego mezoregionu w granicach dotąd niesłychanych. Trochę to może wywróci podział fizjograficzny Sudetów, ale co tam… Wątpiących zapraszam do rozmów na ten temat.

Pracuję jeszcze nad tym, co zrobić ze Wzgórzami Ścinawskimi – one też mi nie pasują, ani do Gór Stołowych ani do Kotliny Kłodzkiej, ale o tym już kiedy indziej.

Osobiście i oczywiście – zapraszam w Sudety Środkowe!

 

MAŁY APEL DO ORGANIZATORÓW WYCIECZEK I WAKACYJNYCH WYJAZDÓW DZIECI I MŁODZIEŻY

Spotykając się z różnymi grupami dziecięco młodzieżowymi słucham od ich opiekunów, co już zobaczyli i zobaczą podczas dłuższego czy krótszego pobytu w naszej okolicy i jakie mają plany wycieczkowe dla swoich podopiecznych.

Co się z tym dokładnie łączy to program wycieczki, jaki do realizacji dostaje przewodnik od organizatora i który bardzo często trzeba zmodyfikować, aby się do realizacji nadawał w określonym czasie. Przeważnie kompromis udaje się wypracować, chyba że uparty klient (z Wielkopolski wschodniej) prosi o pomoc w organizacji 4 dniowej wycieczki na trasie: Jesioniki (góry i „miasteczko”) – Praga – uzdrowiska zachodnioczeskie – Brno, takie zapytanie dostałem w marcu/kwietniu tego roku.

Pogranicze śląsko czeskie jest celem milionowych rzesz turystów zorganizowanych indywidualnie lub zbiorowo. Lecz gdy zajrzeć w szczegóły okazuje się, że sporo wycieczek u nas śpi a zwiedza miejsca odległe. Tak jakby nizinnej i górskiej części Dolnego Śląska czy pogranicznym regionom u naszych południowych sąsiadów brakowało uroku, atrakcji, okazji do wspaniałego spędzenia każdego czasu. To oczywista herezja.

Dlatego aby jej uniknąć mam (jak w tytule) małą sprawę do organizatorów wyjazdów dzieci i młodzieży. Trzeba poświęcić im więcej uwagi i porządnie te wyjazdy przemyśleć! Młodzi ludzie dopiero uczą się a podróże kształcą. Owszem, wiadomo – te wakacyjne służą ich wypoczynkowi.

Chyba że wcale nie chodzi o to, żeby czegoś się dzieci nauczyły i wypoczęły.

Tymczasem co słyszę? Oto fragment niedawnej rozmowy (z opiekunką/organizatorką kolonii która przyjechała na Ziemię Kłodzką z Zachodniopomorskiego):

– No tak, kończycie turnus, ale byliście na Przełęczy Spalonej czy gdzieś w okolicy?

– Tak, oczywiście!

– A wie Pani, że niedaleko jest Torfowisko pod Zieleńcem? No i wiele ładnych miejscowości (i tu posypałem nazwami znanych zakątków Ziemi Kłodzkiej), można to pięknie zwiedzić, przejść się tam…

– Nie, tam jeszcze nie byliśmy… Ale będziemy w przyszłości!

– A może podziemia Riese, Twierdza Kłodzka, Srebrna Góra czy (tego nie mogłem ominąć!) Zamek Książ, Wałbrzych, Stara Kopalnia?… (oraz wiele innych)

– No tak, o Zamku Książ słyszeliśmy. Resztę Pani pominęła milczeniem, i dodała: ale dzieci miały porządną całodniową wycieczkę do Energylandii! (Zator koło Oświęcimia)

Teraz i ja sobie pomilczałem.

Panie i Panowie organizatorzy, właściciele biur podróży, nauczyciele – kierownicy wycieczek szkolnych. Dolny Śląsk, Sudety, bliskie nam regiony Czech, czy wspomniana Ziemia Kłodzka są naprawdę bardzo piękne, a wiele miejsc posiada walory wybitne! Dlatego wysilcie się i zorganizujcie dzieciom coś U NAS i dopasowanego dla nich. Może to być coś, co zamieściłem na fotkach poniżej, albo mnóstwo innych zakątków, których ta mała galeria nie ma prawa pomieścić.

Zapraszam do obejrzenia, a gdyby w te strony potrzebowali Państwo przewodnika – nieustannie zapraszam do współpracy!

 

 

PRAGA, ADRŠPACH, GÓRY STOŁOWE. ZŁOTE MIASTO, SKALNE MIASTO

Być przewodnikiem po Pradze dla dzieci ze szkół podstawowych to szczególne zadanie. Miasto oferuje przecież nieskończone możliwości poznania historii, architektury, życiorysów sławnych postaci, legend, ciekawostek. Praga – miasto złote, czyli kuszące – starszych i młodszych, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, a jeżeli nie potrafi samodzielnie, przewodnik jest po to, żeby to ułatwić. Byłem tu znów, tym razem z czterdziestką dzieciaków ze wschodniej Polski, wołających co chwilę: „o, jak tu pięknie!”, „tu jest naprawdę ładnie”. Czyli – udało się.

Potem nastąpiły spotkania ze skalnymi postaciami zamieszkującymi Góry Stołowe po stronie polskiej i Skalne Miasta po stronie czeskiej. I tu zachwytów nie zabrakło, a zawołanie „szkoda że to już koniec!” mówi za siebie. A to na pewno nie koniec, lecz „do następnego razu!”

EWENEMENTY RZEŹBY GÓR SUCHYCH

Góry Wałbrzyskie i Kamienne zbudowane są z różnego rodzaju skał wulkanicznych i skał osadowych, powstałych około 260-280 mln lat temu. Skały wulkaniczne są bardzo odporne na różne zewnętrzne czynniki niszczące, skały osadowe są miękkie, mało odporne, podatne na czynniki zewnętrzne. Dlatego w obu pasmach górskich występują duże różnice wysokości między poszczególnymi wzniesieniami a otaczającymi je obniżeniami. Granice rzeźby są ostre, stoki wzniesień bardzo strome, wzniesienia będące śladem dawnej działalności wulkanicznej są przeważnie izolowane od siebie i niemal nie tworzą zwartych grzbietów (oprócz Gór Kruczych czy grzbietu granicznego Gór Suchych od doliny Ścinawki koło Kowalowej do… doliny Ścinawki koło Tłumaczowa). Sztywne skały wulkaniczne zalegają na niestabilnym podłożu (o skutkach tego zjawiska można przeczytać w tym miejscu), co razem ze stromizną stoków sprzyja rozwojowi powierzchniowych ruchów masowych.

Co to takiego? Powierzchniowy ruch masowy to przemieszczanie się masy skalnej po stoku w wyniku działania grawitacji. Jeżeli ruch odbywa się powoli, nie stanowi zagrożenia, pod warunkiem że stok jest monitorowany i zabezpieczany. Gorzej jeśli dzieje się nagle, np. wskutek obfitych opadów, nasączenia skały wodą i zsunięciu się (lub spływie) tej skalno błotnej masy w dół. Jeżeli na drodze takiego ruchu jest coś, co zbudował człowiek, katastrofa jest niemal pewna. Jeszcze gorzej gdy na niestabilnym stoku stoją domy, biegną przez nie drogi, itp.

Do ruchów powolnych należy m.in. spełzywanie. W Sudetach występuje powszechnie, lecz niewielu zwraca na to uwagę albo umie rozpoznać. Gwałtowne ruchy masowe to m.in. osuwiska. Powszechne są w Beskidach – górach zbudowanych z miękkich i gęsto warstwowanych skał, które temu zjawisku sprzyjają. Tam też osuwiska wyrządzają sporo szkód (weźmy okolice Lanckorony).

W Sudetach gdzie skały przeważnie są twarde i masywne, osuwiska niemal nie występują. Wyjątkiem są Góry Kamienne, zwłaszcza ich najwyższy fragment – Góry Suche. dlatego można uznać tą część Sudetów Środkowych za ewenement.

Miejsca gdzie występują formy terenu związane z osuwiskami odwiedziliśmy w piątkowy przedwieczór. Jak między innymi to wygląda – zapraszam do galerii

Nie mówiąc o zaproszeniu w tę okolicę Wałbrzycha!

 

PRACOWITA PEŁNIA WIOSNY

Z końcem kwietnia – udział w konferencji dotyczącej perspektyw rozwoju turystyki na Broumovsku. Organizatorem konferencji była Společnost pro Destinační Management Broumovska (można to przełożyć jako: Stowarzyszenie ds. Zarządzania Ruchem Turystycznym na Broumovsku).

Konferencję w Broumově poprzedziło spotkanie w Zamku Książ, dotyczące podobnych spraw, lecz po stronie polskiej, a dokładnie: Wałbrzyskiej.  Krótko mówiąc: nasze pogranicze ma wielkie możliwości rozwoju turystyki; ze szlagierami turystyki sudeckiej pewnie nie mamy się co równać, ale i tak mamy do pokazania sporo. Wałbrzych to jedyne pow. 100 000 mieszkańców miasto w Polsce (czyli średnie/dawne wojewódzkie) o tak malowniczym położeniu. W mieście zachowane są wybitne zabytki techniki górniczej i ciekawe założenia urbanistyczne – dzielnice, zespoły zabudowy. A wszystko to jest otoczone mieszanym lasem, którym niemal całe miasto można obejść wokół, oczywiście górami, choć nie najwyższymi, za to łatwiejszymi na rower niż niejedno pasmo górskie Sudetów. Itp. itd.

Początek maja – Z grupami: 28.04 Skalní město adršpašské, 29.04 Książ, Palmiarnia, Stara Kopalnia, Muzeum Porcelany. Atrakcje odwiedzone na niedawno poszerzoną ofertę Explore Wałbrzych; myślę że wiedziona przeze mnie grupa z Kieleckiego była jedną z pierwszych, które z tej poszerzonej wersji Explore skorzystały. 30.04 Jelenia Góra – Pałac Paulinum, centrum miasta, Lubomierz, Zamek Czocha, 1.05 Świdnica – Kościół Pokoju, centrum miasta, Katedra św. Stanisława i Wacława. 2.05 Praha.

Ciąg dalszy nastąpi!

GÓRY WAŁBRZYSKIE WIDOKOWO

od Dłużyny przez Małosz po Klasztorzysko

Borowa spod Jałowca Małego (741 m.)

lenticularis sowiogórzensis

rodzinna reprezentacja na Borowej. PS: Maćka chyba rozbolał ząb

smutek Mauzoleum Ofiar I wojny światowej i katastrof górniczych

Stary Zdrój styczniowym popołudniem

Południowo wschodnia strona Gór Wałbrzyskich, czyli Góry Czarne niedawno zyskała nowe walory turystyczno widokowe. Są to platformy widokowe na Rybnickim Grzbiecie i pod Dłużyną a przede wszystkim – wieża widokowa na Borowej, najwyższym wzniesieniu Gór Wałbrzyskich. Miejsce jest bardzo dobre – wysokościowo i co do położenia, bo widać stąd (przy dobrej pogodzie oczywiście) od Karkonoszy po Hrúbý Jeseník. W ten sposób wieża na Borowej dzielnie zastępuje swoją o wiele starszą siostrę, od 1888 roku wieńczącą Chełmiec – drugi najwyższy szczyt w Górach Wałbrzyskich.

Te turystyczne nowości odwiedziłem dziś w towarzystwie rodzinnym. Zrobiliśmy sobie długi i dość wymagający spacer z Jedliny Zdroju do centrum Wałbrzycha. Pod nogami chlupotała cienka warstwa odwilżowego śniegu a dość silny wiatr pędził po niebie chmury, nieźle sobie dziś igrające ze słońcem.

Cały ten krajobrazowy koloryt, na który szczególnie składa się bardzo rozmaita rzeźba terenu to, przypomnę wszystkim nie dającym wiary – bliska okolica Wałbrzycha, która zaprasza i czeka na swoje odkrycie.

Jeżeli w tym odkrywaniu cokolwiek pomogę, będzie mi bardzo miło!

ZAKOŃCZENIE SEZONU 2017 – PRZED NAMI 2018

  • STYCZEŃ

Rok 2018 zaczął się. Chwilowo wyjazdów jest mniej, ale właśnie teraz jest chwila aby przygotować się na kolejne. Czas przejrzeć bagaż doświadczeń, pozbierać różne myśli i obrazy oraz uporządkować je, tworząc z tego nową mapę. Na niej pozaznaczam zakątki i pamiątki niesłusznie pomijane, osobliwości przyrody i miejsca tworzone rękoma i pomysłami ludzi zapomnianych.

To one tworzą krajobraz, rozmazany za szybą autokaru lub samochodu, pędzącego autostradą do miejsc centralnych, głównych, „koniecznych do zobaczenia” lub co najgorsze – „do zaliczenia”.

Tymczasem wystarczy zwolnić, aby to co rozmazane w pośpiechu zyskało kształt, pozwoliło się obejrzeć, dotknąć, zasmakować i docenić. Zwolnić, to znaczy odpocząć. Potem: pójść pieszo, przesiąść się na rower, a w zimie na biegówki. Oczywiście będzie potrzebna odrobina własnych sił, ale nie ma obawy! Gwarantowane, że im większa nasza ciekawość i więcej ciekawych miejsc na trasie, tym bardziej sił bardziej przybywa. Jeżeli chcemy siły oszczędzić, nic prostszego – zatrzymajmy się i rozejrzyjmy wokół. Gdzie się zatrzymać? Pokażę i podpowiem. Co widać? Jeszcze raz sprawdźmy na mojej mapie – tam jest to zaznaczone.

Na pewno nasz postój nie wypadnie przy autostradzie, na parkingu, przybył więc jeszcze jeden walor – jest spokojnie. Chyba że zatrzymaliśmy się na stacji, ciszę przetnie zgiełk przejeżdżającego pociągu, ale potem cisza znów wraca. Stacja oferuje niewygodę albo i gorzej?  No cóż, nie ma się co oszukiwać, takich jest dużo – polecam je miłośnikom komunikacyjnego hardcore’u. Wszystkim ceniącym sobie dojazd bez zbędnych emocji polecam rozkład jazdy, stworzony przeze mnie na każdą okazję. Po wypełnionej dobrym jadłem i napitkiem przerwie w podróży ruszamy dalej. Krajobraz zmienił się, linia horyzontu znaczy ślad przez kolejne, nieodkryte jeszcze zakątki. Tam poprowadzę – mam tą trasę zaznaczoną na swej mapie.

Na wspólne odkrywanie trasy – CESTY, zapraszam wszystkich

A TYMCZASEM – SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!